🍹 Albo Żyjesz Albo Się Boisz

Osiągnij.to - Trener Personalny: Konkretnie! Masz otyłość lub nadwagę i chcesz się pozbyć
to warto to trochę szerzej opisać szczególnie z myślą o nowych członkach naszej ‘odburzeniowej świty!’. Więc o co chodzi? Już tłumaczę... Każdego dnia wstajesz i myślisz być może od samego ranka, być może troszkę później ale zaczynasz myśleć o tym co to się dzisiaj znowu nie wydarzy. Czy to odnośnie jakieś ‘ciekawej myśli’, czy to odnośnie danej części ciała, a może boisz się że to własnie dzisiaj ta zła depresja do Ciebie przyjdzie, może boisz się zwariować właśnie dzisiejszego pięknego dnia, co by to nie było przyjacielu jesteś kolokwialnie mówiąc... w dupie. Ale wiesz co w tym jest najlepsze? Że w tej dupie jesteś z tego powodu, że sam w nią ‘wchodzisz’. Wiem, porównanie z dupy, ale może do niektórych ta metafora lepiej dojdzie. Wstajesz i już myślisz, skanujesz, analizujesz, dumasz, zresztą, sam to robiłem jeszcze prawie 6 lat temu gdy borykałem się ze swoimi wkrętami, analizami i innymi pierdołami więc w pełni rozumiem co to znaczy, ALE trzeba w końcu powiedzieć temu STOP. Bo widzisz, gdy wchodzisz w te analizy, dumasz, skanujesz, myślisz, obawiasz się itp. to ciągle KONTROLUJESZ, coś nad czym kontroli tak naprawdę nie masz. Bo co Ty kontrolujesz w sytuacji gdy myślisz o czymś? Czy myślenie nad czymś sprawi że coś się stanie lub coś się nie stanie? Oczywiście że nie, ponieważ samym myśleniem kontrolujesz tylko jedno – czy przywołasz lęk czy też nie. Ogólnie cały ten temat kontroli jest często zagmatwany a tak naprawdę mamy tutaj 3 proste rzeczy: 1. Kontrolujemy decyzyjnością, czyli jeżeli na przykład, decydujesz się by reaktywnie podejść do danej myśli lub obawy, to sprawiasz że się wkręcasz. Więc na podstawie tej decyzji, skontrolowałeś sytuację tak że się zakręciłeś w swoje myśli i obawy co spowodowało że przywołałeś lęk i wszystko działa jak powinno w takiej sytuacji. Więc jeżeli chcesz sprawę skontrolować inaczej, to musisz podjąć inną świadomą decyzję i nie zawierzać niechcianym myślom które są nic nie warte. Ale do tego oczywiście potrzebujesz praktyki, wiedzy i podstaw byś w ogóle mógł/mogła tak zrobić. 2. Kontrolujesz również sytuację na podstawie REAKCJI jaką okażesz danej myśli/emocji/sytuacji ogółem. Na podstawie Twojej reakcji, nadajesz kierunek myślom i emocjom do dalszego toku wydarzeń. Jednak to co najważniejsze to punkt 3 o którym znakomita większość z Was nie myśli lub zapomina, a mianowicie... ...3. NIE KONTROLUJESZ czy coś Ci się stanie czy też nie, na podstawie myśli o tym. W żadnym razie nie kontrolujesz tutaj efektu końcowego, typu że jak myślę sobie o tym zawale, to on przyjdzie, albo muszę o nim myśleć żeby on nie przyszedł, albo jeszcze inaczej... nie mogę o nim NIE MYŚLEĆ, bo wtedy właśnie STRACĘ KONTROLĘ (której i tak tutaj nie mam) i on przyjdzie. NIE NIE NIE I JESZCZE RAZ NIE. Nie masz KOMPLETNIE ŻADNEJ kontroli nad tym czy coś przyjdzie czy coś nie przyjdzie bo Ty sobie o tym myślisz. To kompletnie nic nie zmienia, a również jest kolejnym sednem sprawy na czym polega zaburzenie lekowe. Bo widzisz, zaburzenie lękowe to nic innego jak patologiczne utrzymywanie lęku, a lęk ten nie aktywuje się sam z siebie jak pewnie myślisz, jeżeli trafiłeś tutaj bez podstawowej wiedzy w tych tematach. Lęk jest wynikiem Twojej reakcji, więc właśnie tutaj mamy punkt 1 i 2 który powoduje że przychodzi lęk. A dlaczego tak się dzieje? Bo nie wierzysz w punkt 3. Uważasz że zamartwianiem się cokolwiek tutaj zmieniasz/kontrolujesz/wpływasz że coś się stanie lub nie, ale to jest KOMPLETNIE BEZ ZNACZENIA. Niezależnie od tego ile książek przeczytałeś odnośnie ‘Sekretu’, ‘Potęga podświadomości’ itp. to nie ma takiej mocy żebyś za pomocą samej myśli mógł cokolwiek wywołać/sprawić że ten zawał/zwariowanie/udar/schizofrenia/psychoza/zniknięcie/amnezja itp itd. się wydarzy. W ŻADNYM, ŻADNYM RAZIE. Dlaczego? Ponieważ ŻADNA MYŚL NIE MA MOCY SPRAWCZEJ. Możesz sobie pomyśleć o czym tylko chcesz, ale jeżeli nie pójdzie za tym żaden czyn, to nie będziesz miał tych milionów, tych samochodów, tych dziewczyn/mężczyzn, tego życia w stylu ‘American Dream’ itp. itd. Nie ma takie opcji więc proszę zapamiętaj to sobie dobrze by skrócić swoje cierpienia o jakieś 60%. Nie ma takich cudów przyjaciele, tym bardziej obawianie się że te wredne myśli które teraz mam sprawią że zrobię komuś krzywdę, coś mi się stanie, sprowadzę na siebie lub innych nieszczęście. Takie rzeczy tylko w filmach. W realności, rzeczywistości, myśl jest tylko i wyłącznie odzwierciedleniem 3 rzeczy: 1 Twoich obaw 2. Twoich wierzeń w dane kwestie/przekonań 3 Twoich wyobrażeń. Czy widzisz tutaj gdzieś punkt ‘Twojej rzeczywistości’? Nie, dlaczego? Bo o rzeczywistości nie musimy nawet myśleć ponieważ ją mamy TU I TERAZ. Dlatego właśnie że nie myślimy o rzeczywistości, wchodzimy w zaburzenia lękowe. Ponieważ patologicznie obawiamy się naszych wyobrażeń, które kompletnie się kłócą z rzeczywistością. Ile razy bałeś/łaś się że coś się wydarzy, tak jak na początku tego wpisu... właśnie dzisiaj to się stanie... i co? Stało się? Rzeczywistość po raz enty dała Ci mówiąc bardzo łagodnie... ‘pstryczka w nos’, a brutalniej, wzięła wzięła Cię za m...twarz pokazała prawdę po raz enty i z uśmiechem do Ciebie powiedziała: Oj Boże... gorzej niż z dzieckiem. Dostrzeż ten fakt, zobacz jak każdego dnia dajesz się robić w co tylko chcesz i zacznij w końcu ŻYĆ, bo tak bardzo boisz się umrzeć, że już nie żyjesz, bo co to za życie w ciągłych obawach o coś co się nie wydarza? O coś na co nie masz wpływu ani kontroli ponieważ CO MA BYĆ TO I TAK BĘDZIE, CZY O TYM MYŚLISZ CZY NIE. Więc jak coś ma się stać to się stanie, a coś ma się nie stać, to się nie stanie. Wiesz co ma wpływ na takie wydarzenia w jakimś stopniu? Twoje działanie, nie myślenie. Myślenie jest niczym, jest tymi 3 kwestiami które przedstawiłem Ci powyżej. Twoje działanie, na przykład... istnieje większa szansa że będziesz w niebezpieczeństwie, gdy wybierzesz sobie tą nieoświetloną drogę do domu po godzinie 22 niż oświetloną. Czy oznacza to że masz 100% szansę na kradzież/obicie? Nie! Ale to działanie zwiększa prawdopodobieństwo. Tak samo jak większa szansa jest gdy na przykład przez x lat opychasz się słodkościami non stop, nie dbasz kompletnie o dietę, nie ćwiczysz, palisz i pijesz, to zwiększa szansę na przeróżne choroby, czy daje pewność? NIE, ale zwiększa prawdopodobieństwo. I tak dalej, i tak dalej. Więc działanie ma jakiś wpływ, bo chociaż zwiększa lub zmniejsza prawdopodobieństwo ale NICZEGO NIE GWARANTUJE. A myśli? Myśli Haha, myśli nawet nie zwiększają prawdopodobieństwa o Jedyne co robią, to wywołują Ci adekwatne emocje pod Twoje podejście do danego wyobrażenia. Jeżeli boisz się umrzeć/zwariować itp. czyli podchodzisz do myśli na poważnie, to cierpienie które sobie fundujesz powoduje że wpadasz w koło lękowe. Czyli patologicznie utrzymujesz lęk właśnie w ten sposób. Więc skończ z tym, zerwij te głupie łańcuchy które sam na siebie zakładasz. Zrozum, że tak bardzo boisz się umrzeć, że odcinasz sobie możliwość radości z życia. Zrozum również to, że życie jest chaotyczne i równie dobrze może mnie zaraz trafić szlag przed, w trakcie lub po opublikowaniu tego wpisu. Ale wiesz co? Równie dobrze, mogę żyć jeszcze 100 lat nikt z nas tego nie wie i nie jest to powód do kontrolowania tego czego kontrolować nie jesteśmy w stanie, tylko do zaakceptowania w końcu natury życia. Więc jakbym miał dodać czym jeszcze jest dla mnie odburzenie, to właśnie zaakceptowaniem natury życia i jego chaosu. Bo teraz tak bardzo chcę żyć, że nie chcę się nim martwić. Miłego dnia wszystkim. 3.7K views, 31 likes, 35 loves, 20 comments, 9 shares, Facebook Video from Ilona Adamska: Sięgaj gwiazd. Są bliżej niż myślisz! Kilka słów na niedzielę ️ …🍀… Co zrobić, kiedy nic mi się nie udaje? Przeczytać poniższe punkty i bez głębszego „rozkminiania” co? po co? jak? dlaczego? zacząć robić tak, jak napisano 🙂 Nie szukać wymówek, nie tracić czasu na gdybanie, tylko uważnie przeczytać każde zdanie umieszczone po każdej –> zapisane na zielono i zrobić z tymi zdaniami to, co napisano drukowanymi literami na samym końcu. Powodzenia! Jeśli komuś nie zadziała, proszę o kontakt 🙂 reklamacje będą uwzględniane 🙂 Zatem: 1. Zastanowić się (bez znieczulenia i rozwadniania ) czy dokładasz wszelkich starań aby się udawało, czy też robisz wszystko ( to, co się nie udaje ) byle jak? –> Dokładam wszelkich starań, aby wszystko co robię, zrobić najlepiej jak umiem. To zapewnia mi spokój i pomyślność. ( i zacząć tak robić ) 2. Przestać użalać się nad sobą. –> Każdego dnia i pod każdym względem czuję się coraz lepiej, lepiej i lepiej. 3. Przestać przyciągać negatywne zdarzenia i negatywnych ludzi. –> Zaczynam przyciągać pozytywnych i pomocnych ludzi, oraz korzystne zdarzenia. Zasługuję na pomyślność. 4. Przestać się bać życia, jutra, ludzi, okoliczności – szkoda życia. –> Jestem otwarta na przyjmowanie się na zmiany, na życie w spokoju i harmonii. Gdzie twój strach, tam Twoje zadanie. Albo żyjesz albo się boisz. 5. Zacząć odczuwać więcej miłości i wdzięczności. –> Kocham siebie i kocham żyć ♥ Dziękuję za całe dobro jakie codziennie otrzymuję. 6. Nie żywić i nie przechowywać urazy do nikogo. –> Wybaczam sobie i wszystkim wszystko ( i proszę o wybaczenie ). CODZIENNIE RANO I WIECZOREM ( lub częściej ) PISAĆ SOBIE TE ZDANIA ( ZIELONE ). NAJLEPIEJ W ZESZYCIE PRZEZNACZONYM SPECJALNIE DO AFIRMACJI. ROBIĆ TAK PRZEZ TYDZIEŃ. A jak nie pisać, to powtarzać w myślach zamiast „ględzić” do siebie i zaśmiecać własne życie negatywnymi myślami, które mamy najczęściej od kogoś i skądś … MÓWIĆ DO SIEBIE W MYŚLACH TE ZDANIA, MÓWIĆ JE NA GŁOS – TO JEST NAJWIĘKSZA MOC. ODCZUWAĆ PRZY PISANIU TAKIE EMOCJE, JAKIE ODCZUWAŁABYŚ/ ODCZUWAŁBYŚ GDYBYŚ W TO WIERZYŁA/WIERZYŁA. ZASTĄPIĆ DOTYCHCZASOWE MYŚLI, TYMI. NIE MYŚLEĆ ZA DUŻO O TYM, DLACZEGO TO DZIAŁA. DZIAŁA, SPRAWDZIŁAM. WYTŁUMACZĘ WAM TO W KOLEJNYCH POSTACH, ALE WY JUŻ DZIŚ ZACZNIJCIE. ZRÓBCIE EKSPERYMENT NA SOBIE – CO WAM SZKODZI? 😉 PRZECIEŻ SKORO NIC WAM SIĘ NIE UDAJE, TO GORZEJ NIE BĘDZIE :-* ZA TYDZIEŃ O TEJ SAMEJ PORZE ZOBACZYCIE EFEKTY. WYZWANIE RZUCONE! PRZYJMUJECIE? Z pozdrowieniami, K. Albo się rozwijasz albo się zwijasz, Rotherham. 131 likes. Wzajemna motywacja ,wsparcie ,pomoc ,rozwój osobisty to wszystko znajdziesz na tej grupie
Atmosfera jest napięta, koronawirus szaleje, nie wszyscy członkowie rodziny czują się dobrze. Moja siostra zwierzyła się jej, że ze zdenerwowania nie spała. Na co ona bardzo spokojnie stwierdziła: „Nie ma się co denerwować na zapas, bo może będzie wszystko dobrze. A jeśli nie, to razem z tym, co się stanie, przyjdzie łaska”. Genialne! Zamknij oczy i spróbuj sobie wyobrazić, jak wygląda troska. Jak ty okazujesz troskę, jak chciałbyś, żeby była okazywana tobie. Nie śpiesz się. Spójrz na swoje życie, przypomnij sobie te wszystkie momenty, w których ktoś się tobą dobrze opiekował, w których troska towarzyszyła ci w odczuwalny sposób. Mnie z troską kojarzą się momenty, kiedy byłam chora albo byłam w jakiejś innej trudnej sytuacji i sama nie dawałam sobie rady. Gdy wszystko układa się pomyślnie, miło jest wiedzieć, że jest ktoś, na kogo możemy liczyć, gdyby coś się zawaliło, ale troska jest nam najpotrzebniejsza w sytuacjach kryzysowych. Może się wyrażać w różny sposób, zależnie od sytuacji, w której się znaleźliśmy. Inaczej przechodzimy przez ekstremalne doświadczenia, jeśli mamy obok siebie kogoś, kto się o nas troszczy. Ludzkie zainteresowanie, pomoc i czułość są nieocenione, ale… Na tym nasze wsparcie się nie kończy. Często nawet nie zdajemy sobie sprawy, że jesteśmy otoczeni troską, choć to dzięki niej żyjemy. Są takie rzeczy, które stanowią pewnik, mimo że na pierwszy rzut oka ich nie widać. Widzisz powietrze? Nie, ale ono jest. I dzięki niemu żyjesz. Podobnie jest z troską Boga. Spróbujmy się jej przyjrzeć, otwarłszy rozdział 7 Apokalipsy. Najlepsze! Bóg jest osobą czynu. Nie ma mowy o stagnacji czy zrezygnowaniu, On ciągle działa. A to, co czyni, jest ukierunkowane na nas. To nie są jakieś własne robótki na boku albo prywatne hobby, które nie ma nic wspólnego z nami. Stworzenie jest oczkiem w głowie Najwyższego. On się nie męczy, nie musi odpoczywać. Nie ma tu też mowy o wypaleniu zawodowym. O nie! On takim prawom nie podlega! Podejmujemy własne decyzje i mierzymy się z ich konsekwencjami, często bardzo bolesnymi, ponad nasze siły. Tak działa nasza wolna wola. Nie myślmy jednak, że będziemy się sami z nimi mierzyć, a Bóg będzie w tym czasie stał z założonymi rękami. Nie, to nie w Jego stylu. Może przyzwyczailiśmy się do tego, że ze wszystkim musimy sobie radzić sami, w szczególności ze swoimi błędami, ale to przyzwyczajenie jest złe. Dobrze jest umieć prosić o pomoc. To może ocalić życie Najwyższy nie wchodzi w nasze problemy nieproszony, nie pcha się z butami do naszego życia. On stoi i puka (pamiętacie? por. Ap 3,20). Możemy go wpuścić albo i nie. Tu znów jest nasz wybór. On nie chce przyjść na gotowe, wysprzątane, pozamiatane i pięknie udekorowane. To nie ten typ gościa. On chce sprzątać z nami, bo wie, że jeśliby miał czekać, aż my wysprzątamy, to nigdy by się nie doczekał. Są rzeczy, które potrafi zrobić tylko On, my jesteśmy bezradni. On przecież jest wszechmocny! I miłosierny. Właśnie o tym jest rozdział 7 Apokalipsy. O Bogu, który jest wszechmocny i może wyciągnąć swoich wiernych z najgorszych tarapatów. Trzeba tylko należeć do właściwego „obozu”, czyli być w przymierzu z Bogiem. Mówiąc jeszcze inaczej, trzeba Go po prostu zaprosić do swojego życia, poprzez chrzest, codzienne wybory, własną wolną wolę. Wtedy możemy być pewni, że bez względu na to, z czym przyjdzie nam się zmierzyć, On będzie stał po naszej stronie, użyje swojej siły, swojej wszechmocy ku naszemu dobru. I to dobru pisanemu przez duże „D”. Różne mamy doświadczenia życiowe. One nieraz kształtują obraz Boga, jaki nosimy w głowie i sercu. Mam to szczęście, że mam wspaniałego tatę. I nietrudno mi sobie wyobrazić, jak wspaniały jest Bóg. Chociaż i tu muszę uważać, bo chociażby mój tato był najwspanialszy na świecie, to i tak nie będzie tak wspaniały jak Bóg Ojciec. Mój tato popełnia błędy, może coś przeoczyć, nie dostrzec niebezpieczeństwa, które mi zagraża, i nie umieć mu zaradzić, ale i tak wiem, że jest cudowny i najlepszy! Wielokrotnie zdarzyło mi się coś zawalić, wpakować się w nieciekawą sytuację, ale wiem, że zawsze mogę liczyć na mojego tatę. Jest ostatnią osobą u mnie w rodzinie, która by powiedziała: „A nie mówiłem? Ostrzegałem! Ja wiedziałem, że tak będzie. To mi się od początku nie podobało”. Kiedy myślę o tych wszystkich sytuacjach, ogarnia mnie radość, bo wiem, że Bóg po prostu musi być lepszy od mojego taty! Gdy kiedyś przed Nim stanę, On wcale nie będzie mi prawił kazań, pytał, jak mogłam, i nie przeczyta mi raz jeszcze przykazań ze szczególnym naciskiem na te, które złamałam. On mi powie, że naprawdę cudownie było ratować mnie z opresji, wyciągać z niebezpieczeństwa i da mi nową szatę, sandały i pierścień (por. Łk 15,11–32). Na tym polega Jego miłosierdzie. Bóg chce nam je objawić także w apokaliptycznym obrazie, który maluje nam przed oczami św. Jan. To niewątpliwie obraz Boga, który wkracza do akcji, kiedy Jego dzieciom grozi zło. Nie znaczy to, że usuwa wszystko, co trudne, z drogi, ale pomaga przejść przez to bezpiecznie. W ostatnim czasie przyjaciółka mojej siostry powiedziała nam kapitalną rzecz. Atmosfera jest napięta, koronawirus szaleje, nie wszyscy członkowie rodziny czują się dobrze. Moja siostra zwierzyła się jej, że ze zdenerwowania nie spała. Na co ona bardzo spokojnie stwierdziła: „Nie ma się co denerwować na zapas, bo może będzie wszystko dobrze. A jeśli nie, to razem z tym, co się stanie, przyjdzie łaska”. Genialne! Mogę się zadręczać tym, co będzie, ale teraz nie towarzyszy mi łaska potrzebna temu wyzwaniu. Łaska przychodzi, kiedy stajemy przed trudnością, a nie wtedy, kiedy z wyprzedzeniem się nią katujemy. Przyjaciółka mojej siostry miała rację. Mało tego, patrząc na jej życie i problemy, z jakimi mierzy się na co dzień, wiem, że to u niej w życiu działa! Objawiony w Apokalipsie Bóg patrzy w przyszłość za nas. My nie musimy ze strachem myśleć o jutrze. Zanim świat powstał, Bóg już widział to jutro i zatroszczył się o nie. Przygotował łaskę specjalnie na nie. Oczywiście ciągle mamy wybór: przyjąć ją albo odrzucić. Spójrz na wschód To, co odczytujemy w pierwszych wersach rozdziału 7, może sprawić, że poczujemy się zagubieni. Musimy więc najpierw wyjaśnić pewną rzecz. Język biblijnego objawienia jest specyficzny i bardzo często będzie przypisywał konsekwencje naszych wyborów działaniu Boga. To pewien sposób myślenia i mówienia ludzi Biblii. To, iż przeczytamy o aniołach mających moc wyrządzić szkodę stworzeniu (por. Ap 7,2b–3), wcale nie oznacza, że Bóg nakazał zniszczyć stworzenie. To z jednej strony podkreślenie mocy owych posłańców*, a z drugiej – wskazanie na coś, co ma nastąpić. Nie przypisujmy od razu aniołom będącym na usługach Najwyższego niszczycielskich chęci. Nie przypisujmy ich też Bogu. Tu należy przełożyć akcent z postaci na wydarzenie. Ma się coś stać, ale… I tu właśnie kryje się najważniejsza rzecz. Wczytajmy się dobrze w tekst. Aniołów jest czterech, bo taka liczba oznacza stworzenie. To, co ma się stać, ma dotknąć świat stworzony. Aniołowie stoją w narożnikach Ziemi. Trudno nam sobie to wyobrazić, ponieważ my wiemy, że Ziemia jest kulą, lecz w czasach, kiedy powstawała Apokalipsa, nie było to takie oczywiste. Aniołowie stoją jak strażnicy na murze. Z pozycji pierwszego widać drugiego i tak dalej. Mają wszystko pod kontrolą, nic im się nie wymknie. To znak, że przed tym, co ma się stać, nie ma ucieczki. Wszystkie drogi są obserwowane, nawet mrówka nie przemknie. Moc owych czterech posłańców jest wielka. Wstrzymują wiatry wiejące nad ziemią i morzem. Wiatr jest tutaj symbolem tajemniczej mocy, której starożytni nie umieli ujarzmić. Aniołowie to potrafią. Dają sobie radę z tym, co człowiekowi w głowie się nie mieści. Wielka jest ich siła! Aż strach pomyśleć, co będzie, kiedy zaczną działać… A to, co się ma stać, wcale przyjemnie nie wygląda. Chodzi o zagładę, o zniszczenie. Nie brzmi optymistycznie, prawda? Ale oto nadchodzi inny anioł. Zatrzymajmy się chwilę przy nim. Bardzo ważny jest kierunek, z jakiego przybywa. Od wschodu słońca! Nie, tu bynajmniej nie chodzi o romantyczną scenerię różowych zórz, które zwiastują dzień, na ciemnym niebie. Kierunek działania jest bardzo, ale to bardzo symboliczny. Nam, Polakom, być może to, co przychodzi ze wschodu, nie kojarzy się dobrze ze względu na naszą historię. Ale Izraelici mają zupełnie inne skojarzenia. Wschód jest kierunkiem działania Boga. Jeśli ma nadejść pomoc od Najwyższego, to nadejdzie od wschodu. Tak jak wschodzi słońce i rozświetla ciemność, tak samo działa Bóg. Przychodzi, by pokonać ciemności zła. Tutaj nie ulega więc wątpliwości, z czyjego rozkazu działa ten anioł. To niewątpliwie posłaniec Boga. Może jednak zrodzić się w nas pytanie, dlaczego Stwórca działa przez posłańców, a nie bezpośrednio? I znów w tym miejscu musimy się zmierzyć ze specyfiką języka biblijnego. Po pierwsze, teksty apokaliptyczne lubią sięgać po obrazy pośredników boskiego działania. Rozbudowują świat duchów niebieskich, tworząc w ten sposób dystans wobec Stwórcy. Po prostu zdaniem autorów Apokalipsy nie wypada przedstawiać Boga bezpośrednio zaangażowanego w jakieś działanie. On jest królem, a więc ma cały swój dwór, zadania do wykonania rozdysponowuje pomiędzy swoje sługi. Po drugie, kiedy przyjrzymy się tekstom biblijnym, zauważymy, że Anioł Pański bardzo często jest tożsamy z Bogiem. Po prostu Boga działającego i zaangażowanego w dzieje człowieka autorzy tekstów Pisma Świętego bardzo często nazywają posłańcem. To trochę tak, jakby chcieli podkreślić ukierunkowanie tego działania. Posłaniec zawsze jest posłany dla kogoś, w jakimś celu. Doskonale zgadza się to z przesłaniem Apokalipsy. Anioł wstępujący od wschodu ma cel, ma misję, którą musi wypełnić. Bóg w swoim działaniu jest ukierunkowany na człowieka, na ratunek dla swoich dzieci, niezależnie od tego, w co się wpakowały wskutek swoich własnych wyborów. W pojawiającym się na wschodzie posłańcu objawia się nam twarz miłosiernego Boga przybywającego z pomocą. Tak, będzie strasznie, będzie przerażająco, bo taki los zgotowaliśmy sobie swoimi wyborami. Nie ci dalecy nam źli, niewierzący, ale my wszyscy. I ci, którzy żyją z dala od Boga, i my, którzy żyjemy blisko. My też wybieramy to, co przynosi opłakane skutki. Różnica między tymi, którzy należą „do obozu Boga”, i tymi, którzy są Mu przeciwni, jest jednak taka, że my powinniśmy wiedzieć, do kogo się zwrócić, jeśli zaplątaliśmy się w sidła złych wyborów. I możemy być pewni, że Bóg przyjdzie nam z pomocą, nie zostawi nas na pastwę tego, co sami sobie nawarzyliśmy. To jest miłosierdzie Boga! Nie wyciąga z opresji tylko sprawiedliwych (takich zresztą nie ma, każdy, nawet święty kanonizowany przez Kościół, popełniał grzechy), ale tych, którzy należą do Niego, którzy Go wpuścili do swojego życia. *Słowo „anioł” pochodzi z języka greckiego, gdzie angelos oznacza po prostu posłańca. Fragment książki Apokalipsa. Księga miłosierdzia (Wydawnictwo WAM)
9,511 Likes, 250 Comments - Albo żyjesz, albo się boisz (@juz_nie_panna_anna18plusvat) on Instagram: “Nie, nie wypatruje księcia na białym koniutak sobie tylko patrzę, jak gołębie sr*ją na parapety…” Kategoria: Średniowiecze Data publikacji: Autor: Przy tekście pracowali także: Maria Procner (redaktor) Maria Procner (fotoedytor) Horror? Mało powiedziane! Połamane kości czaszki, krwotoki, sepsa, a nawet śmierć – tak często kończyły się wizyty u średniowiecznych „dentystów”. Trudno się dziwić, że ówcześni ludzie omijali specjalistów od zębów szerokim łukiem... Ogłuszający dźwięk trąbki wzywa gawiedź, by zebrała się na rynku pod sceną. Siedząca na podwyższeniu gadająca małpa uważnie przygląda się spod parasola tłumowi, podczas gdy żongler wykonuje różne sztuczki, wygłaszając przy tym sprośne żarty, by rozgrzać publiczność. Po chwili żongler kończy występ, muzyka cichnie i na scenę wypada imponująca postać mężczyzny odzianego w kosztowną tunikę. Na głowie ma okazały kapelusz ozdobiony piórami, a na piersi połyskuje naszyjnik z ludzkich zębów. Jego chełpliwa oracja wkrótce przyciąga na scenę początkowo oporną ofiarę bólu zęba. Po kilku chwilach jest już po wszystkim: dokuczliwy ząb zostaje wyrwany szybko i bezboleśnie. Ochotnik spogląda w osłupieniu na swojego wybawcę, który ku uciesze publiki unosi ząb wysoko w górę. W tym momencie w kierunku sceny ruszają inni nieszczęśnicy cierpiący z powodu podobnych dolegliwości, by oddać się w ręce wyrwizęba. Jest jednak mało prawdopodobne, by wszyscy czekający w ogonku na swoją kolej doświadczyli równie bezbolesnej ekstrakcji, jak wspólnik domorosłego dentysty, który właśnie sugestywnie odegrał scenę wyrwania zęba. Huk rogu i dudnienie bębnów skutecznie zagłuszają krzyki pacjentów. Nim sepsa zaatakuje organizm lub inne groźne dla życia komplikacje wynikłe z braku kompetencji oszusta dadzą znać o sobie, jego już dawno nie będzie w miasteczku. Tak właśnie wyglądała wizyta u dentysty w czasach średniowiecza. Czytaj też: Chirurg z horroru, czyli najlepszy lekarz średniowiecza. Jak leczono w czasach, gdy lekarstwo było gorsze od choroby? Krwotoki i inne „nieprzyjemne wypadki” Oczywiście istniały inne możliwości. Osoba z bólem zęba mogła skorzystać z usług balwierza, który dokonywał ekstrakcji lub wykonywał alternatywny, mniej inwazyjny zabieg, jakim było puszczenie krwi. Mogła też wybrać któryś z wachlarza całkowicie bezużytecznych eliksirów sprzedawanych jako remedia o natychmiastowym działaniu na wszelkiego rodzaju dentystyczne dolegliwości. Niestety, renomowani medycy, którzy dorywczo parali się stomatologią w starożytnym Rzymie, opuścili pole walki wraz z upadkiem imperium, zostawiając sztukę leczenia zębów niedouczonym ignorantom, konowałom i szarlatanom. Collection gallery/CC BY Wizytę u rwacza zębów traktowano jako ostateczność Niechęć lekarzy do praktykowania dentystyki wydaje się zrozumiała, bowiem możliwości, jakie dawała ówczesna medycyna, zarówno w kwestii uśmierzania bólu zęba, jak i leczenia jego przyczyn, były ograniczone. Pomimo mądrości głoszonych przez Hippokratesa i jemu współczesnych dbanie o dobrostan jamy ustnej było postrzegane jako zajęcie poniżej godności przez profesjonalnych medyków świata antycznego i to przekonanie pokutowało przez całe średniowiecze. Jeszcze w XVI wieku szwajcarski profesor medycyny Theodor Zwinger odradzał lekarzom przeprowadzanie ekstrakcji, twierdząc, że najlepiej zostawić to cyrulikom i innym znachorom, gdyż podczas zabiegu często dochodzi do „nieprzyjemnych wypadków”, których rezultatem są połamane kości szczęki, poranione dziąsła i poważne krwotoki. Przeszło sto lat później słynny holenderski lekarz Kornelis van Solingen także wyrażał się z pogardą o operacjach dentystycznych. Zobacz również:Lekarstwo idealne, czyli o dobroczynnych właściwościach zwłok skazańcówNajstarsza miętówka na świecie, czyli tysiące lat walki z nieświeżym oddechemSmród, brud i ubóstwo? Bynajmniej! Średniowiecze wcale (aż tak) nie śmierdziało Leki ze średniowiecznej apteki Tak jak lekarze mieli dobry powód, by odwrócić się od stomatologii, tak i zwykłym obywatelom nie brakowało powodów ku temu, by trzymać się jak najdalej od rwaczy zębów i ich kolegów po fachu. Ze względu na ból i wysoki poziom ryzyka wykonywanych przez nich zabiegów postrzegano ich wyłącznie jako ostatnią deskę ratunku. Ludzie robili wszystko, żeby uniknąć wizyty u tych pseudodentystów. W desperacji sięgali po całkiem nieskuteczne albo wręcz niebezpieczne mikstury, tynktury i balsamy, co znacznie przyczyniło się do rozkwitu rynku farmakologicznego. Symbolem tej prosperity było otwarcie w Anglii pierwszej apteki w 1345 roku. Trudno się nie zastanawiać, jak wyglądało to wydarzenie w czasach, gdy system medialny nie był jeszcze tak rozwinięty jak dziś. Przypuszczalnie na liście leków dostępnych w aptece znajdowały się środki przeciwbólowe na wszelkie dolegliwości dentystyczne. W dziale poświęconym robakowi zębowemu można było zapewne nabyć typowe średniowieczne medykamenty: miód, gorzkie zioła, mirrę, aloes, kolokwintę oraz kwasy takie jak sok żołądkowy świni. Dowiedz się więcej: Jak katować, a potem… leczyć? Średniowieczna rehabilitacja po wizycie w sali tortur Walka z robakiem zębowym Trzynastowieczny manuskrypt Leechdoms, Wortcunning and Starcraft [Medycyna, naturalne remedia i astrologia – przybliżone tłumaczenie tytułu] zawiera wiele wzmianek dotyczących chorób jamy ustnej oraz zbiór ludowych środków leczniczych stosowanych do walki z bólem zęba, w których wyraźnie pobrzmiewają echa błędnych informacji utrwalanych przez ówczesnych chirurgów szarlatanów. Aby pozbyć się robaka zębowego, należy wziąć równą miarę nasion lulka czarnego, mąki z żołędzi oraz wosku, zmieszać wszystkie składniki, zrobić z nich świecę, podpalić ją i dymem okadzić wnętrze ust, następnie czarny materiał podłożyć i czekać, aż robaki zaczną nań wypadać. publiczna Tureckie wyobrażenie robaka zębowego. Aby pozbyć się bólu zęba drążonego przez robaka, należy wziąć ostrokrzew, trzebuchę oraz szałwię lekarską, ugotować je w wodzie, przelać wywar do misy, następnie się nad nią nachylić i zacząć ziewać. Wówczas robaki wypadną do naczynia. Aby pozbyć się bólu zęba, należy zetrzeć korę z drzewa cierniowego i leszczyny, wykonać nacięcie na zewnętrznej ścianie zęba i regularnie posypywać je proszkiem. Na ból górnego zęba weź liście łozy, zwiń je i wyciśnij ich sok prosto na nos. Na ból dolnego nacinaj dziąsła ostrym narzędziem, aż zaczną krwawić. Na wypadek gdyby zęba nie dało się uratować, twórca manuskryptu zamieścił także przepis na bezbolesną ekstrakcję: Weź kilka traszek, przez niektórych zwanych jaszczurkami, oraz garść tych paskudnych chrząszczy, na które latem można natknąć się pośród paproci. Upraż je w żelaznym kotle, a następnie sporządź z nich proszek. Zwilż palec wskazujący prawej ręki, zanurz w proszku, a następnie wsmaruj go w ząb. Powtarzaj tę czynność wielokrotnie, powstrzymując się przy tym od plucia, dopóki ząb bezboleśnie nie wypadnie. Skuteczność niniejszej metody została potwierdzona. Przeciwbólowe łajno W piętnastowiecznej „księdze pijawek”, podręczniku instruktażowym hirudoterapii, znajdziemy opisy podobnych kuracji. Jedna z nich ma stanowić remedium „na ból dziurawego zęba”: Weź krucze łajno i zabarwiwszy je sokiem z bertramu, tak by chory nie rozpoznał, co to takiego, umieść je w dziurawym zębie. Wówczas, jak wieść niesie, owo łajno rozsadzi ząb od środka, ból przeminie i ząb wypadnie. Jeżeli żadna z powyższych metod nie pomogła, pozostawała jeszcze cała masa dalekich od ekstrakcji zabiegów, takich jak puszczanie krwi, leczenie pijawkami, przypiekanie skóry, lewatywy, stawianie baniek, wkładanie ząbków czosnku do uszu, kauteryzacja nerwów wewnątrz zęba za pomocą rozgrzanego żelaza lub silnego kwasu. Jeśli już ktoś się decydował na wizytę u rwacza, najpewniej cierpiał straszliwe katusze, a jego ząb był widać w takim stanie, że nadawał się tylko do usunięcia. Natomiast to, czy pacjent pozbędzie się właściwego zęba i czy w ogóle przeżyje, pozostawało kwestią otwartą (…). Zobacz też: Odchody ukochanej na złamane serce, przypalanie żelazem przeciw melancholii. Najgłupsze lekarstwa w dziejach medycyny Objazdowi rwacze zębów Wiele wskazuje na to, że najostrzej krytykowani medycy, czyli rwacze zębów, spotykali się z wrogością, która przebija nawet z licznych synonimów ich profesji. Do najczęściej stosowanych zaliczały się określenia takie jak szarlatan, znachor, oszust, hochsztapler, saltimbanco, pozorant i fałszywy medyk, przewijające się przez wieki historii stomatologii (…). Mianem szarlatana początkowo określano rwacza zębów, który wykonywał zabiegi, siedząc okrakiem na grzbiecie konia – tę ekscentryczną, a zarazem niebezpieczną sztukę praktykowano w Anglii i we Włoszech. Później zaczęto w ten sposób mówić na wędrownych znachorów zabawiających zgromadzoną pod sceną publiczność, w tym potencjalnych pacjentów, opowieściami, sztukami magicznymi i żonglerką przed przystąpieniem do pracy (…). publiczna Nie wszystkim pacjentom rwaczy zębów było dane przeżyć. Znakiem rozpoznawczym objazdowego rwacza zębów była chorągiew lub parasolka, z której, jak podaje część źródeł, zwisał niewielkich rozmiarów aligator (rzekomo fragment ogona owego gada służył do tamowania krwi płynącej z pustego zębodołu po przeprowadzeniu ekstrakcji). Spiczasty kapelusz z widocznymi atrybutami świętej Apolonii, patronki dentystów i wszystkich cierpiących na ból zęba, oraz naszyjnik z ludzkich zębów również stanowiły nieodłączny element rynsztunku. Swój fach, czy raczej hochsztaplerkę, uprawiali pod gołym niebem, gdyż potrzebowali do tego światła. Równie istotną rolę odgrywał tłum: z jednej strony oznaczał większą pulę potencjalnych pacjentów, z drugiej liczna widownia jeszcze bardziej podgrzewała atmosferę, co samo w sobie było dobre dla interesu. Jarmarki, targi i bazary stanowiły idealną scenerię dla ich pokazów o teatralnym wręcz charakterze, podczas których przede wszystkim zapewniali ludziom rozrywkę. (…) Nie wszyscy praktykujący sztukę wyrywania zębów byli oszustami i złodziejami. Niektórym po prostu brakowało kompetencji. Ale nawet jeśli wykazywali talent i biegłość w tej profesji, przy braku dostępnych dziś narzędzi i środków przeciwbólowych każdy zabieg stomatologiczny, niezależnie od poziomu kompetencji przeprowadzającej go osoby, musiał być przerażającym doświadczeniem. Źródło: Tekst stanowi fragment książki Jamesa Wynbrandta Bolesna historia stomatologii, albo płacz i zgrzytanie zębów od starożytności po czasy współczesne, która ukazała się właśnie nakładem Wydawnictwa Marginesy. Zobacz również

7,464 Likes, 146 Comments - Albo żyjesz, albo się boisz (@juz_nie_panna_anna18plusvat) on Instagram: “My🥳…”

Gdybyś mógł użyć magicznej różdżki i sprawić, żeby te uczucia, które Cię hamują, blokują, zamykają, w żaden sposób już na Ciebie nie działały, co w życiu byś robił inaczej? Co byś robiła, gdybyś się nie bała? Życie zaczyna się na bezdrożach. Tam, gdzie nie ma wydreptanych, oczywistych szlaków. Nie ma wyłącznie pewności. Nie ma tylko poprawnych odpowiedzi i nie wszystko jest czarne lub białe. Może wydarzyć się wszystko i nic. Jest natomiast duża szansa na spotkanie całego zakresu ludzkich emocji. Dokładnie – CAŁEGO. W tym rzecz. Na bezdrożach nie chodzi o dobre samopoczucie, lecz o odczuwanie własnych uczuć bez konieczności zmagania się z nimi. Nie chodzi o to, by się czuć dobrze, lecz by czuć, że się żyje. Na bezdrożach nie ma tylko pasma sukcesów. Wręcz przeciwnie. Immanentną cechą bezdroży jest przeżywanie porażek, upadków, krytyki, oceny, a może nawet hejtu. Kiedy wychodzisz na scenę życia z otwartą przyłbicą, nie oczekuj tylko poklasku i blichtru. Najgłośniej brawo biją klakierzy i być może znajdzie się ktoś, kto pierwszy rzuci kamień. Żeby wyruszyć w taką podróż trzeba stanąć ze sobą w prawdzie. Przepakować plecak. Dokonać przeglądu. Przyjąć swoją przeszłość. Przyjąć siebie takiego całego jakim się jest, z wadami i zaletami. …wrażliwości……i poczucia więzi. Lubię metaforę bezdroży. Kiedy mam podjąć jakąś trudną decyzję, mam w głowie ich obraz. Za zamkniętymi oczami widzę niekończącą się łąkę. W tle majaczą chmury. O twarz rozbija się słodka bryza, może poranka, może nadchodzącej burzy. Ciszę napełnia szum, jakby wzmagał się wiatr. I to pomieszanie uczuć radości z przygodą, adrenaliny ze strachem, katharsis błogiego zmęczenia i trudu czekającej mnie drogi. Kiedyś nie było łąki, nie było drogi, nie było nawet zgliszcz. Nic nie było. Przepastne zbroje lęków i wstydu przysłaniały wszystko. Gdybym miała dać nadzieję komuś, kto stoi przed wyborem albo się bać albo żyć, dałabym chyba tylko to zdanie, że sam stwarzasz świat, jakiego doświadczasz. I chociaż wściekła jestem wciąż na to zdanie, to nic bardziej mi nie pomogło, niż świadomość tego, że MAM WYBÓR. W pewnym momencie życia trzeba przyjąć, że jest się jego autorem i przestać obarczać za nie odpowiedzialnością innych (rodziców, towarzystwo, kraj, świat, pandemię). Każde zachowanie ma swoją funkcję. Jeżeli się boisz, to tym lękiem, też sobie coś w życiu załatwiasz. Odwaga jest mięśniem działania i jak każdy mięsień, da się ją ćwiczyć. Potrzeba tylko wiatru w żagle z wrażliwości i więzi. Niezależnie od tego, co było i co jest, wciąż możesz napisać ciąg dalszy twojej historii. Jaka ona będzie? Co szepcze ci strach do ucha? Gdyby zebrać wszystkie twoje strachy w jeden film, to jaki miałby on tytuł? O czym twoje Ja śpiewa pieśń? Za czym tęsknisz?

Tłumaczenia w kontekście hasła "Boisz" z polskiego na angielski od Reverso Context: czego się boisz, boisz się śmierci, boisz sie, boisz się go, się go boisz Znaleźliśmy się w sytuacji, w której możemy być pewni siebie, nie wychodzić na głupka, nie dawać się temu rządowi, ignorować wirusa i cieszyć się tym, jacy to jesteśmy mądrzy albo możemy w imię czegoś ważnego myć ręce, dystansować się społecznie, zwracać uwagę tym, którzy nie przestrzegają zasad epidemicznych i jeszcze dzięki maseczce nierówno się opalić – mówi Bartosz Kleszcz, psycholog, psychoterapeuta. Fot. Pixabay Ewa Stanek-Misiąg: Kiedy patrzymy na zachowania Polek i Polaków w czasie pandemii, to wydaje się, że po jednej stronie jest lęk, a po drugiej lekceważenie. Ale może lęk i lekceważenie wcale tak daleko od siebie nie leżą? Bartosz Kleszcz: Burrhus Frederic Skinner, jeden z najważniejszych przedstawicieli behawioryzmu wprowadził pojęcie „funkcjonalnej klasy zachowania”. Oznacza to, że różne, nawet skrajnie różne zachowania mogą odgrywać tę samą rolę. Z tej perspektywy lęk i lekceważenie mogą prowadzić do tego samego, dawać poczucie bezpieczeństwa. Ktoś, kto się boi może zabezpieczać się na wszystkie sposoby, ograniczając swoje życie, albo prowokować sytuacje, w których istnieje ryzyko zakażenia. Pierwszemu poczucie bezpieczeństwa zapewnia odcięcie się od świata, drugiemu pokazywanie światu: „Jestem zdrowy. Nic mi nie jest. Epidemia nie istnieje”. Kiedy popatrzymy na te zachowania poprzez życiowe schematy, jakie realizują dane osoby to możemy zobaczyć np. kogoś o tendencjach narcystycznych. Taki ktoś kompensuje sobie charakterystyczne dla narcyzmu wewnętrzne zranienie, poczucie, że „coś ze mną jest nie tak” manifestowaniem mocy. Nie nosi maseczki, chodzi na dyskotekę. Ostentacyjne lekceważenie zagrożeń może być dla niego szczególnie atrakcyjne, bo pozwala mu pokazać: „O, patrzcie jaki jestem!”. Inne osoby z kolei mogą pochodzić ze środowisk, z rodzin, w których nie było tradycji troszczenia się o siebie. One mogą nie traktować swojego zdrowia jako priorytetu. Ponieważ są przyzwyczajone do tego, że są zaniedbane, ważne będzie dla nich coś innego, np. walka o to, żeby nie utracić swoich sieci społecznych, dzięki którym utrzymują się psychicznie na powierzchni. Jest jeszcze inny przykład: bycie mężczyzną. Jako mężczyźni jesteśmy uczeni bycia silnymi, jedyną „legalną” emocją dla mężczyzny jest gniew. Tak wychowany człowiek powie: „Ja mam się bać?!” Nie może przecież okazać żadnych obaw przed partnerką, żoną, dziećmi. Pracując z klientem w gabinecie, trzeba odkryć jakie jest źródło jego zachowania, co tak naprawdę oznacza celowe prowokowanie przez niego groźnych zdrowotnie sytuacji. Bo ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że np. kwestionują pandemię dlatego, że się boją, a nie dlatego, że są tacy odważni? U bardzo wielu osób głębsze schematy ich zachowania są niewidoczne. Porównałbym to do skype`a, przez którego teraz rozmawiamy. Skype ma swój kod źródłowy, którego nie widzimy. Widzimy tylko to, co jest na zewnątrz. Wszyscy mamy swoje „kody źródłowe”, wynikające z osobistej historii przekonania, nawyki, schematy, ale pozostają one w ukryciu, widzimy tylko samo zachowanie. Dopiero pogłębienie świadomości – to może być praca własna, niekoniecznie terapia – może pomóc lepiej zrozumieć siebie i podjąć pracę nad zmianą swojego zachowania. Wyobrażam sobie kogoś, kto ma już dość napięcia związanego z lękiem i myśli sobie: „Odpuszczam. Zarażę się i będę to już miał za sobą”. Lęk może być złym doradcą? Jednym z zachowań redukujących lęk może być nadmierna konfrontacja, wskakiwanie na główkę. Osoba, która się boi może wyglądać, jak ktoś bardzo odważny, bo dzięki tej odwadze uzyska rozstrzygnięcie niepewnej sytuacji, wreszcie wypadnie orzeł lub reszka. To pokazuje jak złożonym zjawiskiem jest akt zachowań prozdrowotnych czy antyzdrowotnych. Ale przecież nie jesteśmy sami na świecie. Justyna Bargielska, poetka, pisarka wyznała niedawno na facebooku: „Wydaje mi się, że ta pandemia jest wielokierunkowym eksperymentem społecznym, ja np. biorę udział w tej części na solidarność”. Lęk nie pozwala na solidarność? Różne życiowe schematy, czy emocje, czy problematyczne myśli potrafią zawężać nasze doświadczanie do bardzo wąskich perspektyw. Bardzo często oznacza to branie pod uwagę tylko swojego „ja”, albo przeciwnie, zupełne ignorowanie swojego „ja”. Tak się dzieje na przykład wtedy, gdy ktoś czuje silny lęk, którego nie umie dobrze obsłużyć, albo gdy ktoś wyniósł z domu różne niepomocne rzeczy. Takie osoby skupione są tylko na tym, co się dzieje centralnie przed ich własnym nosem, w ich własnym ciele. A jeśli myślą o przyszłości, to w kategoriach katastrofy, bo po to jest lęk, żeby nas ostrzegać. Podkreśla pani wagę społecznych komunikatów, które mówią, że ta epidemia jest okazją do zadania sobie pytań: „Kim ja właściwie jestem?”, „Kim jestem w obliczu zagrożenia?”, „Kim jestem w obliczu innych ludzi?” Badanie, które przeprowadziliśmy właśnie w kilkudziesięciu krajach na grupie ponad 9,5 tys. osób pokazało, że jednym z najsilniejszych czynników, które decydują o dobrym radzeniu sobie w sytuacji kwarantanny, czy innych ograniczeń związanych z pandemią, jest wsparcie społeczne. Chodzi o wymianę, wsparcie dla mnie i moje wspieranie innych, o silne więzi, autentyczną relację, w której możemy się dzielić swoimi lękami. O jakiś rodzaj solidarności, empatii, troski. Pandemia jest okazją do tego, by w pewnym sensie przekroczyć samego siebie i zobaczyć, czy w sytuacji cierpienia może się narodzić jakaś wartość. Cierpienia? Solidarność społeczna, której przejawem może być np. szczególne zatroszczenie się o kogoś może być bardzo przyjemna, jeśli pomagamy komuś, kto jest za to wdzięczny, ale może się też wiązać z tym, że wyjdziemy na głupka. Na przykład: staramy się być solidarni, troszczyć się o innych, więc w tłumie zakładamy maseczkę. Ale większość osób w tym tłumie nie ma maseczki albo ma ją zawieszoną na uchu. Co to oznacza? Że w chęć do okazania troski wpisana jest konieczność zrobienia miejsca na różne niewygodne myśli i emocje, trzeba być gotowym na trudności, na ból psychiczny. Znaleźliśmy się w sytuacji, w której możemy być pewni siebie, nie wychodzić na głupka, nie dawać się temu rządowi, ignorować wirusa i cieszyć się tym, jacy to jesteśmy mądrzy albo możemy w imię czegoś ważnego myć ręce, dystansować się społecznie, zwracać uwagę tym, którzy nie przestrzegają zasad epidemicznych i jeszcze dzięki maseczce nierówno się opalić. To jest ważna kwestia. Jako ludzie potrzebujemy sensu, ale te sensy mogą być różne. Dla jednych jest to solidarność, dla innych własna wygoda. Im gorzej radzimy sobie z emocjami, im mniej jest w nas zgody na to, żeby czasem trochę nie pasować, żeby odważnie stawić czoła temu, że ktoś inny może się na nas dziwnie patrzeć, innymi słowy – im mniejsza jest nasza pojemność psychiczna, tym mniej szans na to, że to my będziemy mogli sami wybrać, jacy będziemy (w psychoterapii nazywamy to elastycznością psychologiczną). Bez rozwiniętej elastyczności psychologicznej, nasze emocje, nasze myśli, nasze schematy wybiorą za nas. Czy jest jakaś w miarę prosta instrukcja, jak radzić sobie z lękiem? Mamy w Polsce problem z dobrym dbaniem o siebie. Częścią troszczenia się o siebie jest dbanie o bliskie, autentyczne, wspierające relacje społeczne. Przychodzi do mnie wiele osób, które cierpią na różne postacie lęku (postaci lęku jest bardzo dużo). Zawsze pytam: „Czy ktoś jeszcze wie, że masz ataki paniki?” albo natrętne myśli, albo że się martwisz, albo, że przypominają ci się ciągle jakieś sceny z przeszłości? Bardzo często odpowiedź brzmi: „Nie”. Nie tylko cierpimy, ale też cierpimy samotnie. W naszym ciele są obwody, które włączają się, kiedy jesteśmy w bezpiecznym środowisku, wśród ludzi, którzy są gotowi okazać nam wsparcie i zrozumienie. Nerw błędny przewodzi do mózgu informacje stymulujące kojenie i hamujące ośrodki odpowiedzialne za reakcje związane z poczuciem zagrożenia. Są także inne biologiczne aspekty bezpiecznego środowiska. Osoby, które śpią w towarzystwie osób, które im dobrze życzą albo w ogóle z kimś bliskim lepiej się wysypiają. W trakcie snu mają mniej mikrowybudzeń charakterystycznych dla osób śpiących samotnie lub w niesprzyjających warunkach. To pomagało naszym przodkom chronić się w razie ataku, ale skutkuje płytszym snem. Bardziej regenerujący sen umożliwia lepsze radzenie sobie z lękiem za dnia. Tak bym odpowiedział na pytanie, jak się regenerować, jak sobie robić psychiczne spa. Stworzenie bliskiej relacji, w której możemy bezpiecznie dzielić się swoimi najbardziej autentycznymi własnymi przeżyciami jest bardzo pomocne, ponieważ jako zwierzęta społeczne, jesteśmy tak zbudowani, aby dobrze reagować na zażyłe i bezpieczne więzi. A jeżeli widzimy, że wszystko nam leci z rąk, to cenne może się okazać skorzystanie z pomocy specjalisty od zdrowia psychicznego, czyli kogoś, kto podchodzi do kwestii radzenia sobie z lękiem jak do jazdy na rowerze. Bo to jest coś, czego można się nauczyć. W trakcie terapii zdobywa się umiejętności, które pomagają przekroczyć różne schematy życiowe i dzięki którym można sobie lepiej radzić z silnymi emocjami tak, abyśmy to my mogli wybierać postawę, którą przyjmiemy wobec tego, czego nie wybraliśmy, czyli pandemii, a nie, żebyśmy byli na łasce żywiołów wewnętrznych i zewnętrznych. Czy radą na natrętne myśli, które przedstawiają przyszłość w czarnych barwach może być próba zastąpienia ich myślami pozytywnymi? Badania pokazują, że w kontekście silnego lęku, czy silnego unikania kreowanie własnych myśli po to, żeby zastąpiły one inne może prowadzić do nasilenia tych myśli, których mieć nie chcemy. Może wręcz dojść do efektu odbicia. Osoby, które dręczą natrętne myśli doświadczają często tego, że ich umysł „skanuje” otoczenie: „Nie chcę myśleć o tym, że mogę się zarazić. O czym mógłbym myśleć zamiast tego? Jaka jest inna najbliższa myśl? To myśl o… epidemii”. Tak się można kręcić w kółko na jeden temat. Więc wydawać by się mogło, że zastąpienie jednej myśli przez drugą to najlepsze rozwiązanie, ale tak nie jest. Dużo bezpieczniej jest pozwolić myślom płynąć bez reagowania na nie, bez tworzenia jakichś nowych myśli, bo to daje stabilną podstawę do tego by spróbować poszerzyć swoją perspektywę. Możemy wtedy spojrzeć na sytuację pod różnymi kątami. Jedna, wąska perspektywa, zwłaszcza jeszcze kiedy ma ona katastroficzny charakter i wiąże się z wieloma zmartwieniami i tworzeniem wielu złych scenariuszy, nasz organizm traktuje jako komunikat: „Przed nami katastrofa, więc będę się bardzo bał, żebyś nie zapomniał, że żyjesz w zagrażającym Ci środowisku”. To może zamienić lęk ostry w lęk przewlekły. Poszerzenie perspektywy, zadanie sobie pytań o to kim chcę być, czego potrzebuję, czego potrzebują inni, czy akceptuję to, że będę się czuł dziwnie, często myjąc ręce i nosząc maseczkę wśród ludzi, którzy tego nie robią sprawia, że mamy większe psychiczne menu. W ramach takiego szerszego menu łatwiej jest zachować stabilność, pewien rodzaj spokoju, który nie jest ignorowaniem zagrożenia, ale który mówi: „Mogę polegać na sobie. Mogę polegać na innych. Dbam o to, nad czym mam kontrolę. W obecności moich myśli, emocji i wrażeń z ciała mogę dokonywać wyborów zgodnych ze sobą, moim sensem, wartościami.” Na pytanie o zdrowe podejście, odpowiadam więc: nie ignoruj niepokojących myśli, pomartw się troszeczkę, a potem skup na tym, na co możesz mieć wpływ i pozwól dziać się rzeczom, które są poza Twoją kontrolą. Rozmawiała Ewa Stanek-Misiąg Bartosz Kleszcz. Fot. Arch. własneBartosz Kleszcz – psycholog, psychoterapeuta. Prowadzi terapię akceptacji i zaangażowania, ACT (Acceptance and Commitment Therapy).

ALBO ŻYJESZ, ALBO SIĘ BOISZ. 'Matka po sleeve' to nie jest zwykła książka. To pamiętnik kobiety, która przez lata zmagała się z otyłością. Chorobą, która niszczyła nie tylko ją os środka, ale równ

Być może żyjesz w toksycznej relacji i coś, czego nie potrafisz nazwać, powstrzymuje cię przed zerwaniem. Oto 12. najczęstszych powodów, które podświadomie sprawiają, że nie potrafimy odjeść. Pamiętaj jednak, że jeśli poczujesz, że któraś z opisanych sytuacji bardzo do ciebie psuje, nie oznacza to, że natychmiast masz pakować walizki i kończyć ten związek. Najprawdopodobniej potrzebujesz po prostu: zmiany, szczerej rozmowy lub terapii. Warto jednak wiedzieć, dlaczego pozostajemy w związku, mimo że czujemy się głęboko nieszczęśliwe. Wiedza to pierwszy krok do poradzenia sobie z toksyczną sytuacją. 1. Boisz się zostać sama Zakładasz, że lepiej być z kimkolwiek, niż ze sobą samą. To paradoks, bo przecież i tak w toksycznej relacji czujesz się samotna, kiedy nikt nie liczy się z twoimi potrzebami i nie dba o to, by otaczać cię opieką. 2. W toksycznej relacji jesteś uzależniona od haju Ten haj, kiedy w waszym związku jest wyjątkowo i ekscytująco, sprawia, że wytrzymujesz momenty lub tygodnie, kiedy jest naprawdę źle. Co może być dołkiem? Na przykład emocjonalna niedostępność partnera, jego przemoc, nawrót choroby alkoholowej… Jednak obietnica, że za chwilę znowu będzie cudownie, sprawia, że przetrzymujesz kryzys, by za chwilę znów cieszyć się hajem. To może poniekąd uzależniać, ale też bardzo wyczerpuje. 3. Boisz się inwestować od nowa Ilość energii, pieniędzy i pracy, jaką już włożyłaś w ten związek przytłacza cię albo czujesz strach przez zaczynaniem wszystkiego od nowa z kimś innym. To naturalne, że obliczasz „utopione koszty”. Ale przecież nie powinny cię one blokować przed poszukiwaniem prawdziwego szczęścia. 4. Twoja wartość zleży od faceta Być żoną – jest bezpiecznie. Być żoną majętnego faceta – jeszcze lepiej. A być kobietą partnera szanowanego w towarzystwie – wprost cudownie. Ale to przecież nie wszystko! Zastanów się, czy przypadkiem nie jesteś dziś nadmiernie przywiązana do statusu społecznego i jednocześnie nie jesteś w stanie podejmować decyzji, zgodnych z twoimi wartościami i najlepszymi interesami. Może od lata zastawiasz się, czy nie byłoby dobrze już wrócić do pracy? Albo od miesięcy myślisz nad tym, czy nie spełniłabyś się jako matka? Być może trzymasz się wygody i fantazji na temat swojego związku kosztem samej siebie. 5. Wierzysz, że związki są trudne Tak, to prawda – każda relacja ma swoje trudne momenty. Ale dobry związek to nie jest coś, co wymaga od ciebie jakiś niesamowitych poświeceń, rezygnacji z własnych ważnych potrzeb, nieustannej pracy nad sobą ku zadowoleniu drugiej osoby. To nie może zamienić się w jakiś znój, wieczny niepokój. Miłość nie może być powodem zagubienia prawdziwego JA. Powinna ci zdecydowanie dodawać siły. Zobacz także: Nie bój się kochać. Otwieraj się na miłość, bez względu na to ile razy byłaś skrzywdzona czy odrzucona 6. Boisz się szukać mniejszych komplikacji Jeśli na wczesnym etapie życia nauczyłaś się kojarzyć miłość z konfliktem, zmiennością lub niekonsekwencją, być może część ciebie podświadomie trzyma się nadziei, że w dorosłym życiu wygrasz z tym. Znajdujesz sobie partnera, który zapewnia ci rollercoaster. Czasem cierpisz, ale nie zmierzasz go porzucić, bo to skonfrontowałoby cię z realnością, która polega na tym, że lepiej dla ciebie by było poszukać kogoś mniej skomplikowanego emocjonalnie. To jednak wywołuje w tobie opór, ponieważ przywykłaś w dzieciństwie do toksycznych relacji. 7. Liczysz na potencjał partnera? To toksyczna relacja On nadużywa alkoholu, ale jest inteligentny. Czasem bije cię, ale potrafi też być czuły. Nie zauważa twoich potrzeb, ale dużo zarabia…. Można wymieniać bez końca. Trzymanie się nadziei, że osoba, z którą związałaś się, kiedyś zmieni się i wykorzysta swój najlepszy potencjał jest receptą na rozczarowanie. Jesteś głodna, ale karmisz się okruchami. Mamy złą wiadomość – tak będzie bez końca, jeśli czegoś sama nie zmienisz. POLECAMY RÓWNIEŻ: 9 ważnych różnic między związkiem zdrowym, a toksycznym 8. Nie wiesz, kim jesteś poza związkiem Jeśli przez lata rezygnowałaś ze swoich potrzeb i naginałaś się do tego, czego oczekiwał partner, mogłaś doprowadzić do sytuacji, że teraz nie masz już bladego pojęcia, kim tak naprawdę jesteś. A w konsekwencji nie widzisz żadnych perspektyw dla siebie poza tą relacją. Jak miałoby wyglądać twoje życie jako singla? Jeśli brakuje cie pomysłu, by wszystko urządzić tak, by było ci dobrze, powinnaś popracować nad poczuciem własnej wartości. 9. W toksycznej relacji bierzesz winę na siebie Za wszystko dosłownie! Jeśli twój partner utwierdza cię w przekonaniu, że do niczego się nie nadajesz, że jesteś życiową niedorajdą, a ty już kiedyś słyszałaś takie słowa, nic dziwnego, że wierzysz w to. W konsekwencji możesz obwiniać siebie za wszystko, co dzieje się w waszym związku. Pewnie jesteś przekonana, że to ty jesteś niewystarczająca i dlatego stałaś się problemem, by wasza relacja mogła przebiegać bez komplikacji. 10. Starasz się zasłużyć na miłość Jeśli w dzieciństwie twoje ważne potrzeby były zaniedbywane przez rodziców lub opiekunów, dziś możesz podobnie jak kiedyś starać się „zapracować” lub „walczyć” o miłość, uwagę i czułość partnera. Uznajesz taką formę relacji za normalną i trudno się temu jednak dziwić, niczego innego nie znasz. Taki związek wydaje ci się bezpieczny, bo znajomy. Powtarzasz coś, co widziałaś u swoich rodziców i wchodzisz w znany ci schemat. 11. Jesteś uzależniona od ratowania Jeśli dorastałeś w domu, w którym były liczne konflikty i nieprzewidywalność, a szczególnie – jeśli patrzyłaś, że któreś z rodziców weszło w rolę ratownika dla drugiego, to teraz możesz pełnić rolę rozjemcy i opiekuna w swojej dorosłej rodzinie. Najgorzej, że wszystko dzieje się kosztem ciebie. 12. Mylisz chemię z ideałem Kiedy na początku pojawia się silna chemia, możesz mieć wrażenie, że pasujecie do siebie idealnie i że w końcu znalazłaś „drugą połówkę”. Na tym etapie łatwo nie zauważyć „znaków ostrzegawczych”. A jeśli jesteś przywiązana do swojej fantazji o idealnej miłości, która nie ma nic wspólnego z byciem z realną osobą, to porzucenie tego marzenia oznacza, że musiałabyś przyznać, że uwierzyłaś w blagę. Być może więc wolisz oszukiwać siebie dalej? Zobacz także: Każdy z nich był „jednorazówką”. Kontakt tylko do pierwszego seksu, później koniec. Nie chciałam się w nic angażować
"Boisz się prawdy, unikasz ludzi, żyjesz złudzeniami, umierasz marzeniami."- Spes Levey Brak postów. Brak postów. Strona główna. Subskrybuj: Posty (Atom)
Dr Judi Orloff, psychiatra i profesor psychiatrii na UCLA (University of California, Los Angeles) w Stanach Zjednoczonych, od lat zajmuje się toksycznymi ludźmi - wampirami, które zjadają naszą energię. Wampiry manipulują, osaczają, obniżają innym samoocenę. Potrafią wchodzić w rolę ofiary i bezustannie oskarżać. Umiejętnie wpędzają w poczucie winy tak, że wydaje ci się, że to ty źle postępujesz. Przebywanie z nimi dłuższy czas sprawia, że zaczyna otaczać cię zła energia, a ona wpływa na twoje samopoczucie. Jakie są główne symptomy, które sugerują, że żyjesz z energetycznym wampirem?1. Cały czas czujesz się wyczerpanyNie masz siły na nic, a wypoczynek nie przynosi ulgi. Masz nieustające poczucie całkowitego Nie cieszą cię rzeczy, które sprawiały ci przyjemnośćW dodatku bardzo często jesteś krytykowany za ich robienie lub wręcz wyśmiewany. Oddając się ulubionym zajęciom nie czujesz radości, a często wyrzuty Masz problemy ze snem Masz kłopoty z zasypianiem, często wybudzasz się w nocy. Wstajesz rano Martwisz się rzeczami, które wcześniej nie zaprzątały ci głowy Nie możesz przestać się martwić. Wszystko wzbudza niepokój i lęk, przestajesz wierzyć w swoje Pozwalasz innym decydować za siebieTracisz pewność siebie i boisz się podejmowania decyzji. Szukasz poparcia u innych, z reguły chcesz aprobaty energetycznego Boisz się krytykiNieustająco czekasz na słowa krytyki i są dla ciebie bardzo bolesne. Nie potrafisz już rozróżnić konstruktywnej krytyki od Szybko się załamujesz, często płaczeszNawet błahe zdarzenia wyprowadzają cię z równowagi. Potrafią wpędzić w zły humor, mogą być powodem do Ukrywasz swoje prawdziwe uczuciaBoisz się powiedzieć, co myślisz, jak się czujesz. Boisz się, że zostanie to wykorzystane przeciwko Żyjesz w permanentnym stresieCokolwiek robisz, boisz się oceny. Boisz się tego, że będziesz musiał tłumaczyć się ze swoich decyzji czy zachowań. Przez to jesteś non stop Zaczynasz trzymać w tajemnicy coraz więcej rzeczyNie wspominasz o kłopotach czy porażkach, wolisz nie mówić też o sukcesach, bo będą deprecjonowane. Boisz się nieustannej krytyki swoich czujesz, że te objawy dotyczą twojej osoby, rozejrzyj się wokół siebie – masz gdzieś blisko energetycznego wampira. To może być partner, matka, koleżanka, szef. Pamiętaj, rozmowa z wampirem jest trudna i bardzo rzadko on zechce się zmienić. Data utworzenia: 26 maja 2021, 13:31Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie znajdziecie tutaj. Sygnały ostrzegawcze zapowiadające nawrót choroby, który może zakończyć się zapiciem ! Zauważyłeś pewnie, że odkąd podjąłeś leczenie, miewasz okresy, kiedy dobrze się czujesz, sprawnie Czy wiesz, że nie ma drugiego miejsca, na które miałabyś tak duży wpływ jak na swój dom? A poczucie “domowej szczęśliwości” w dużej mierze wynika z tego czy swój dom urządzasz sama, czy robią to za Ciebie inni, albo “okoliczności”. To Ty decydujesz jak Twój dom wygląda. To Ty decydujesz jak się w nim spędza czas. To Ty decydujesz kogo do niego zapraszasz, a kogo nie. Gdybym Cię zapytała dlaczego źle się czujesz w swoim domu, pewnie znalazłabyś wiele odpowiedzi. Twoje mieszkanie być może jest za małe, albo w nieodpowiednim miejscu. Może denerwują Cię hałasy dobiegające od sąsiadów, albo z ulicy. Twoja kanapa mogłaby być wygodniejsza, modniejsza, w innym kolorze. W Twojej szafie nic już się nie mieści, a kolory ścian Cię drażnią. Ale czy to prawdziwe przyczyny czy tylko ich “fizyczne” objawy? Istnieje bowiem wyjście z każdej sytuacji. Możesz poradzić sobie z ilością rzeczy, kolorem ścian, niechcianą kanapą. Ale czy chcesz? I czy czujesz, że naprawdę decydujesz o tym jak mieszkasz (i żyjesz). Wspólnym mianownikiem większości domowych bolączek okazuje się być brak poczucia wpływu na sytuację, w której jesteśmy. Zamiast podejmować świadome decyzje, bezrefleksyjnie podążamy za tym co myślą inni, co dyktuje moda. Kierujemy się przekonaniami, które dawno straciły na ważności, albo działamy w sposób nawykowy powtarzając zachowania, które nam nie służą. Co naprawdę powoduje, że czujesz się źle w swoim domu? {1} Ulegasz wpływom innych ludzi Mieszkasz w domu, którego nie lubisz, bo dostałaś go, odziedziczyłaś i nie mimo, że nie do końca odpowiadał Twoim wyobrażeniom o miejscu idealnym, zgodziłaś się w nim zamieszkać. Żyjesz w mieście, mimo że wolałabyś wieś, albo odwrotnie. Masz duży dom, mimo że wolałabyś mieszkanie, albo odwrotnie. Wprowadziłaś się do mieszkania, które urządził ktoś inny np, zdecydowałaś się zamieszkać ze swoim partnerem. Nie podoba Ci się sposób w jaki urządzone jest mieszkanie i chętnie wprowadziłbyś kilka zmian, ale nie chcesz popsuć waszych relacji. “Nie chcesz się kłócić”, wolisz “siedzieć cicho”. Nie znasz takich sposobów komunikacji, które pomogą Ci dogadać się ze swoim narzeczonym, mężem, partnerem i sprawią, że wnętrze urządzicie razem w sposób odpowiadający Wam obojgu jako parze. Przyjmujesz niechciane prezenty np. meble, które ktoś Ci proponuje, bo kupił nowe a “te przecież jeszcze są w całkiem dobrym stanie”; Podążasz ślepo za opiniami innych osób, trendami, nowościami. Zamiast wybierać z najnowszych kolekcji to co pasuje do Twojego pomysłu na wnętrze, robisz przypadkowe zakupy, bo usłyszałaś że “w tym sezonie modne będą fiolety, albo tapeta w monstery, albo graficzne plakaty. Twoje mieszkanie urządzone jest kolekcją przypadkowych nowości, które nie pasują ani do siebie, a nie do tego kim jesteś. Pytania do Ciebie: Kto (poza Tobą) ma największy wpływ na to jak urządzone jest Twoje mieszkanie? {2} Kierujesz się nieaktualnymi przekonaniami Żyjesz w przeświadczeniu, że “ludzie w pewnym wieku powinni się wybudować”, a posiadanie domu jest naturalną koleją rzeczy. Ty ciągle mieszkasz w bloku i czujesz się z tego powodu winna. Powtarzasz potoczne przekonania dotyczące tego jak powinien wyglądać idealny dom np. “kuchnia jest sercem domu” i podążasz za nimi bezrefleksyjnie urządzając swoje własne “M”. W efekcie masz piękną kuchnię wyposażoną w najnowsze sprzęty, ale nie lubisz w niej być, bo nie potrafisz gotować, ani Cię to nie bawi. Wydaje Ci się , że “solidne meble muszą być drogie”, “meble kuchenne to tylko te zrobione na wymiar”, “jak stół to tylko dębowy”. Zawężasz sobie pole wyboru, czekasz z urządzeniem mieszkania “aż będzie Cię na to wszystko stać”, albo bierzesz kredyt, zgodnie z zasadą “zastaw się, a postaw się” i cierpisz kiedy z Twojego konta znikają środki na opłacenie kolejnej raty. Pytania do Ciebie: Jakie są Twoje przekonania dotyczące tego jak “powinno się” mieszkać i urządzać dom? Skąd one pochodzą? Czy nadal są aktualne? {3} Pielęgnujesz nieefektywne nawyki Rzeczy, z którymi boisz się uporać odkładasz na później np. dokumenty, korespondencję urzędową. W ten sposób na Twoim biurku rośnie sterta papierów i spraw do załatwienia, a tym samym chaos, który Cię nieświadomie rozprasza i tworzy bałagan. Masz w zwyczaju nie kończyć tego co zaczęłaś np. obiad kończy się dla Ciebie w momencie zakończenia posiłku, a nie wtedy kiedy naczynia wylądują w zmywarce. Zamiast odkładać rzeczy od razu na swoje miejsce gromadzisz je w innym miejscu np. ubrania układasz na fotelu w sypialni, zamiast włożyć je do kosza na pranie lub do szafy. Kupujesz przypadkowe rzeczy, aby rozładować napięcie np. po ciężkim dniu w pracy i próbujesz nimi udekorować wnętrze. Nie sprawdzasz czy ich potrzebujesz, ani czy pasują do tego co masz już w domu czy nie. Pytanie do Ciebie: Które z Twoich nawykowych sposobów działania sprawiają, że czujesz się źle w swoim domu? Który z przytoczonych przykładów najbardziej odpowiada Twojemu sposobów myślenia, albo działania? Jak duży masz wpływ na to ja mieszkasz (i żyjesz)? Co zrobisz, aby go zwiększyć i nareszcie zamieszkać po swojemu?
Jeśli kochasz więcej to boisz się mniej Lyrics: Czy dlatego, że boję ciebie więcej się / Nie mówię tego tobie co powiedzieć bym ci chciał / Czy skoro ja duszę się w bezsilnej złości
Administracja serwisu nie ponosi odpowiedzialności za materiały dodawane przez użytkowników, którzy podczas rejestracji zaakceptowali regulamin serwisu. Jeśli uważasz, że materiał znajdujący się w naszym serwisie łamie prawo, bądź narusza zasady, możesz zgłosić ten fakt to administracji serwisu
79. Wybitni Polacy rodzili się na Litwie albo Ukrainie. Teraz już nie ma wybitnych. 80. Szacunek dla ludzi i pogarda dla człowieka zawsze idą w parze. 81. Uczciwość to coś takiego, czego nawet najstarszy komputer nie pamięta. 82. Życie człowieka z wiekiem nabiera wartości, lecz traci na cenie. 83.
Raz się żyje? Nie. Raz się umiera. Tak ostatecznie. Bo serce nam może pękać wiele razy, z różnych powodów. Żyje się każdego dnia. Codziennie rano, gdy otwierasz oczy, podejmujesz decyzję – czy oddychasz pełną piersią, czy nastawiasz się na przetrwanie? Czy masz jeszcze w sobie radość i entuzjazm, czy też…zgasłaś? Na chwilę albo na zawsze… Czy żyjesz każdego dnia? Tak, jeśli robisz coś i zatracasz się w tej czynności. Wchodzisz w taki stan, w którym nic się nie liczy, nie czujesz upływu czasu. Czujesz, że jesteś we właściwym miejscu. Masz mnóstwo okazji, by robić to, co kochasz. Uśmiechasz się do ludzi. Tak bez powodu. Swobodnie zagajasz rozmowę z nieznajomą. Widzisz radość w oczach staruszki. Dostrzegasz mądrość starych drzew. Patrzysz na gwiazdy i nie gubisz się w ich blasku. Przygotowujesz bukiety z kolorowych liści i jarzębiny. Czasami lubisz rysować czy kolorować. Nie boisz się usiąść na huśtawce…i pobujać się, nawet, gdy w głowie się nieco zakręci. Wspinasz się na górki, przemierzasz chaszcze, by zobaczyć, jak wszystko wygląda z góry. Potrafisz wyjść na zewnątrz późnym wieczorem, zarzucając na piżamę dres, bo zobaczyłaś za oknem, że zaczął padać pierwszy śnieg w tym roku. Nie odmówisz sobie łapania płatków śniegu. Patrzysz w lustro i kochasz swoje zmarszczki. Nie boisz się żyć po swojemu. Masz gdzieś, co sądzą inni. Ważne, co dla Ciebie jest ważne. Próbujesz nowych smaków i zapachów. Nie boisz się nowych miejsc i nieznanych ludzi. Czujesz się dobrze sama ze sobą. Kochasz swoją niedoskonałość. Śmiejesz się ze swoich potknięć, wybaczasz sobie, próbujesz ponownie. Masz czas dla siebie i dla innych. Nie traktujesz życia jako listy rzeczy do zrobienia i odhaczenia. Delektujesz się drogą, którą kroczysz. Żyjesz?
Translations in context of "dzięki której żyjesz i która ocali" in Polish-English from Reverso Context: Przykrywkę, dzięki której żyjesz i która ocali jeszcze wiele istnień.
i Sara Janicka zatańczy z Akopem Szostakiem Sara Janicka (24 l.) to nowa tancerka, która pojawi się w kolejnej edycji "Tańca z gwiazdami". Partnerować jej będzie Akop Szostak (31 l.), zawodnik MMA i były kulturysta rosyjskiego pochodzenia, którego żoną jest trenerka bikini fitness Sylwia Szostak (33 l.), była uczestniczka show "Agent - Gwiazdy". Sara Janicka w 2015 roku wystąpiła w 8. edycji "You Can Dance", gdzie zajęła 8. miejsce. W 2018 roku w parze z tancerzem "Tańca z gwiazdami" Kamilem Kuroczko uczestniczyła w show "World of Dance". Para dotarła do półfinału. Sara Janicka jako tancerka zdobyła międzynarodową klasę "S". Wygrałam także zawody w gimnastyce artystycznej w Kairze. Nowa uczestniczka "Tańca z gwiazdami", gdy brała udział w "You Can Dance" studiuję psychologię na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza Poznaniu.
Jeśli boisz się żyć Lyrics: Joł, chowamy smartfony. Wszystkie telefony na nas dziś. To jest pierwszy kawałek w życiu, który nagrywam w koszuli. To znak / Też kiedyś czekałem na te

Przychodzą kobiety i mężczyźni i mówią:„Ona mnie ogranicza”„On mi nie pozwala”„On zabiera moją wolność”I tak dalej… Zadam Ci takie pytanie:Na jakim etapie życia dokonałaś/eś samoaresztowania? I co ważniejsze dlaczego?Takie mechanizmy: Nie wolno Ci!, Nie możesz!, Co inni pomyślą? Co ludzie powiedzą?Odpowiem: Powiedzą co będą nie masz już dość samoograniczania siebie?Czy nie jesteś zmęczona byciem 'przykładem’ w społeczeństwie? Ile takich przykładnych ludzi znam, którzy czują pustkę w środku…Czy nie wystarczy Ci życia oczekiwaniami rodzinny, społeczeństwa, może Babci, która już odeszła, ale której nie podobałoby się, że przestałaś chodzić do Kościoła, bo już ‘nie rezonuje’ a wiesz, że Bóg jest w Tobie…Czy rodzic, którego tak naprawdę się wewnętrznie boisz sam zawalczył o siebie i swoje szczęście? Czy żył jak chciał?Czy mama sama miała wybór?Czy tata był szczęśliwy?Czy wiesz, że w parze z wolnością zawsze idzie odpowiedzialność, a najważniejsza odpowiedzialność jaką mamy to odpowiedzialność za własne życie i szczęście. Pokazując takie życie przekazujesz wzorzec dalej – swoim dzieciom. Czy pamiętasz dzień, w którym pierwszy raz dokonałaś samoaresztowania od wolności do bycia sobą? Może ktoś postraszył Cię stratą: Nie będą Cię lubić albo ‘Tacie to by się nie spodobało’.Twoi rodzice i przodkowie mieli szanse przeżyć życie tak jak chcieli lub czasami mogli nie mieć wyboru. Szanujesz ich życie – dając wybór koszt płacisz za życie nieswoim życiem? Może boli ciało od napięcia w pracy, której nie znosisz? Może poczucie winy, bo wiesz, że dajesz dziecku niewspierający wzorzec: kobiety, matki czy żony. Może boli Dusza albo płacisz depresją, bo już nie wytrzymujesz fałszu i nie taki był plan na to lubisz swoją pracę?Czy jesteś szczęśliwa/y w relacji?Czy zarabiasz pieniądze na życie jakiego chcesz?Czy cieszysz się życiem czy przetrwaniem?Wybacz sobie i działaj z w zgodzie z żyjesz albo się możesz. Zapraszam na wyzwanie ‘ Tu zaczynam się JA’. Do zobaczenia!Dorota …………………………………………………………….Możliwości pracy ze mną:• Trwa nabór na drugą edycję ‘Integracja Świadomości®’, gdzie uczę ponad 20 technik pracy w terapii i coachingu – kurs dla terapeutów i osób rozwijających swoją Świadomość. Na pierwszej edycji uczy się ponad 50 osób i lubi to… Nie jest lekko bo mega praktycznie i ćwiczeniowo, ale jest warto. To nie jest kurs, gdzie przychodzisz posłuchać – to jest kurs gdzie przychodzisz się nauczyć. • Zapraszam na autorski warsztat Integracja Świadomości®, gdzie spotkamy się online na żywo 5 czerwca 2021 r. i będziemy transformować blokady przy pomocy ustawień systemowych– technik transformacji emocji– technik coachingu transformatywnego– pracy wglądową z aspektami osobowości i rodem • Warsztaty online Polecam szczególnie warsztat ‘Przyjmuję mamę’ – bez tego przyjęcia zawsze w życiu czegoś będzie Ci brakowało. Akceptując rodzica – akceptujesz siebie i swoje życie.

Translations in context of "żyjesz, jesteś zawsze" in Polish-English from Reverso Context: Ty, teraz kiedy jeszcze żyjesz, jesteś zawsze jednocześnie wewnątrz i na zewnątrz Pustki. Gdy wspieram kobiety w odważnym podejmowaniu wyzwań, stosuję metaforę "Take your fear to the End Game" (Zaproś swój lęk na ostateczną walkę), którą usłyszałam od mentorki Tary Mohr. Chodzi w nim o to, by wyobrazić sobie najgorszy scenariusz, jaki może się wydarzyć, jeżeli zrobimy to coś, co jest dla nas bardzo ważne, czego potrzebujemy, ale też czego bardzo się boimy – tłumaczy Marta Iwanowska-Polkowska, autorka książki "#Nażyćsię". Poniżej publikujemy fragment tego poradnika. "#Nażyć się" to książka o potrzebnym nam egoizmie, mówieniu swoim głosem, a także komunikowaniu własnych potrzeb Autorka dzieli się wiedzą, teoriami, ale przede wszystkim swoim doświadczeniem pracy z kobietami Jak na prawdziwą coachycę przystało - zadaje mocne, zmieniające perspektywę, trafiające w sedno pytania, które zachęcają do szukania swoich odpowiedzi w bezpiecznej i akceptującej atmosferze – Jak brzmiałoby twoje drugie imię, gdyby wieczne zmęczenie przestało nim być? Co by było możliwe, gdybyś pokochała siebie bezwarunkowo? Na co mam wpływ? – pyta autorka. Rzecz w tym, by konkretnie to nazwać. Dlaczego teraz o tym piszę? Ponieważ wiele osób, wiele kobiet boi się nażywać. Ten strach, a raczej lęk (bo boimy się tego, co może się wydarzyć tylko hipotetycznie, a nie jest jeszcze realnym zagrożeniem), blokuje, a czasem zamraża nas przed podjęciem działania. Czego się boimy, czego się lękamy? Znów lista może być długa i choć nie chcę się powtarzać, napiszę: boimy się tego, że nie wiemy, jak zacząć, a przecież żyjemy pod presją konieczności perfekcyjnego przygotowania się. Boimy się tego, że będziemy musiały próbować wiele razy, bez gwarancji efektu. Boimy się, że nie znajdziemy swojego #nażyćsię od razu. Może po drodze się rozczarujemy. Albo rozczarujemy innych. Boimy się tego, jak będzie wyglądać nasze życie, gdy zaczniemy się nażywać, a nie tylko przeżywać swoje życie, jak przeżywa się obóz przetrwania. Co będziemy czuć? Jak to będzie czuć radość, błogość, spełnienie? Czy wypada? A czego ty się boisz? Co najgorszego może się wydarzyć, jeżeli zrobisz jeden, drugi, potem trzeci, a potem sześćset osiemdziesiąty piąty odważny krok ku #nażyćsię? Napisz to. Nazwij. Zwizualizuj to. Zapisz to, co przyjdzie ci do głowy. A potem odpowiedz sobie na następujące pytania: 1. Jakie fakty potwierdzają twoje obawy? 2. Oceń na skali od 0 do 10 na ile prawdopodobne jest to, że ten scenariusz się ziści. Jakie jest ryzyko, że zdarzy się najgorsze? (Mam takie podejrzenie, że to prawdopodobieństwo wcale nie musi być wysokie). 3. A co możesz zrobić, by temu zapobiec? Co możesz zrobić, by do tego nie doszło? Jaki na to masz wpływ? Jak możesz z tego wpływu skorzystać? Jak wziąć za niego odpowiedzialność? A co, jeżeli tego wpływu nie masz? A kto ma? 4. Opisz, co możesz zrobić, jeżeli jednak ten najgorszy scenariusz się ziści. Co możesz zrobić, by stanąć na nogi? Jak możesz otrząsnąć się z upadku, wyjść z „porażki”? Kto może przyjść ci wtedy z pomocą? 5. Co by w tej sytuacji zrobiła twoja Mentorka Wewnętrzna? Jaką by dała ci radę, wskazówkę? 6. Jak spojrzysz na ten najgorszy scenariusz z perspektywy czasu – tak jakby minęło 10, 20 albo 30 lat? Co wtedy o nim pomyślisz? Co wtedy pomyślisz o swoim lęku? 7. Co teraz czujesz? Jak powyższa analiza wpływa na ciebie? A co teraz zrobisz? Co planujesz czy możesz zrobić w tej sytuacji? 8. Jakie masz wnioski? Do jakich działań cię zapraszają? Gdy sama zaprowadzam swój strach do End Game, zadaję sobie czasem jeszcze kilka pytań wspierających, które przynoszą mi ulgę, rozpuszczają mój lęk: Co o tej sytuacji może myśleć ktoś mniej ode mnie w nią uwikłany? Jak ta sytuacja wygląda z innej perspektywy? Jak poradziłam sobie w podobnej sytuacji już kiedyś, w przeszłości? Co mi wtedy pomogło? Na jakie swoje umiejętności mogłam wtedy liczyć? Co bym powiedziała bliskiej osobie w podobnej sytuacji? A co powiedziałaby mi bliska osoba teraz, widząc mój niepokój? Przeszłaś przez te pytania? Zadałaś je sobie? Jeżeli dzięki nim zmniejszył się twój lęk przed nażywaniem się, a perspektywa nażywania się zaczęła wydawać ci się coraz bardziej kusząca, to teraz zderz się z odpowiedziami na jeszcze jedną porcję pytań: A co się stanie, jeżeli się NIE nażyjesz? Co się stanie, jeżeli NIE weźmiesz odpowiedzialności za siebie i swoje emocje, za siebie i swoje potrzeby? Jak wtedy będzie wyglądać twoje życie? Co najgorszego wtedy się wydarzy? Co się stanie, jeżeli pod kolejnymi warstwami obowiązków, zadań i oczekiwań zastaniesz pustkę, tęsknotę i do niej przywykniesz? Co się stanie, jeżeli utkniesz w swojej klatce do końca życia? Mam obawę, że to będzie prawdziwy End Game. Najgorszy, ostateczny scenariusz. Zgoda na rezygnację z siebie, na odpuszczenie nażywania się. Żyłaś. Żyjesz. Uważnij życie Zaczynając pisać tę książkę, bałam się wielu rzeczy. Ale najbardziej, że wpędzę w poczucie winy kobiety, które czują, że się nie nażywały. Dlatego sama zadałam sobie pytanie o to, co robiłam, zanim zapragnęłam #nażyćsię. Co było wtedy? Uświadomiłam sobie, że wtedy też żyłam. Może bardziej dla innych niż dla siebie. Ale chyba nie było wtedy innej drogi. To była najlepsza decyzja, jaką wtedy mogłam podjąć. Bo co miałam zrobić, gdy chorowała Mama? A co miałam zrobić, gdy córka przyjaciółki mojej Mamy zadzwoniła do mnie i powiedziała: "Mama umiera, błagam, bądź przy mnie"? Żyłam, reagowałam, byłam w tej historii. A co miałam zrobić, gdy po śmierci naszej Mamy razem z bratem przejęliśmy na kilka lat główną opiekę nad starzejącymi się Dziadkami? Żyłam, reagowałam, byłam w tej historii. A co miałam zrobić, gdy w pewien mroźny poniedziałek, w lutym 2014 roku odebrałam telefon od brata z krótką informacją: "Ojciec nie żyje"? Dwa lata zajmowaliśmy się jego sprawami, zamykaniem życia naszych rodziców. Dwa lata. Ja, mąż, brat, żona brata. A w tym czasie nasi przyjaciele podróżowali po świecie, chodzili do teatru i na koncerty; awansowali w pracy; we względnym spokoju wychowywali swoje dzieci. Żyłam, reagowałam, byłam w tej historii. A co miałam zrobić, kiedy w międzyczasie okazało się, że mój Starszy ma zespół Aspergera, potrzebuje trzech ton wsparcia, pięciu ton czasu i terapii, ośmiu ton miłości? A przecież miałam jeszcze Młodszego, wtedy całkiem malutkiego. Żyłam, reagowałam, byłam w tej historii. A co miałam zrobić, jeżeli obok tego mieliśmy problemy jak wszyscy, z pracą, kredytem frankowym, nieuczciwym deweloperem, chorobami w rodzinie czy nieżyczliwymi ludźmi? Żyłam, reagowałam, byłam w tej historii. A co miałam zrobić, jak w minione lato zachorowała moja ukochana Ciocia, dla której byłam jak córka. Całe lato walczyliśmy o jej zdrowie, by we wrześniu zorganizować szósty z kolei pogrzeb. Żyłam, reagowałam, byłam w tej historii. Czy ja się wtedy nażywałam? Mało. Po trochu. Okruchami. Na #nażyćsię zostawały mi resztki sił, choć bardzo chciałam by było inaczej. Gdy szarpałam się z życiem, na moje #nażyćsię wyszarpywałam tylko skrawki tego, czego potrzebowałam i nie miałam szans się nimi nasycić. Jeśli nażywałam się, to robiłam to bardzo nieśmiało. Bardzo nieświadomie. Bardzo niepewnie. Ciągle wątpiąc, czy mogę i czy wypada. Częściej czułam, że dryfuję po wzburzonym oceanie zwanym życiem, ledwo utrzymując się na powierzchni albo tuż pod nią biorąc głębsze wdechy, by przetrwać, choć jednocześnie moje dzikie serce wyrywało się do dalekich podróży. To był taki czas. Ale jednak się nażywałam, bo byłam, czułam. Przeżywałam życie w miarę świadomie i zgodnie ze swoimi wartościami: miłością, empatią (coraz odważniej skierowaną do siebie) odwagą, tęskniąc za czwartą dla mnie wartością – zabawą. A jeżeli nawet wtedy nie nażywałam się tak, jak to opisuję w tej książce, to jednak żyłam. Żyłam bardzo sensownym życiem, choć momentami ciężkim, przytłaczającym. Poznawałam życie od jego mroczniejszej strony. Może ból rozczarowań i strat za mocno mnie dotykał. Może oddawałam temu bólowi całą siebie. Ale może nie potrafiłam inaczej. Ale nie mogę podzielić mojego życia na dwa rozdziały: gorsze PRZED i lepsze PO tym, jak zapragnęłam się #nażyćsię. Moje życie jest pełnią. Bez tego PRZED nie byłoby PO. PRZED i PO się uzupełniają, wspierają, wzmacniają. To, co było PRZED, wzbudziło mój apetyt na PO i dzięki temu umiem dziś doceniać każdy moment. Mrok tego, co było PRZED, sprawił, że to, co dzieje się PO, co się dzieje TERAZ błyszczy niesamowitym światłem. Nie chcę budować mojego #nażyćsię na poczuciu winy za tamten czas. I tego samego nie chcę dla ciebie, jeżeli twoja historia jest choć trochę podobna do mojej. A może była trudniejsza. Nie dam sobie wmówić, że zmarnowałam życie. Ty też nie wmawiaj sobie tego. Wybieram budowanie na współczuciu dla siebie i tych, którzy wtedy mi towarzyszyli i którym ja towarzyszyłam. Nie daj sobie wmówić, droga kobieto, że oddając siebie innym, popełniasz błąd i będziesz się palić w nażyciowym piekle. Takie piekło nie istnieje, zapewniam cię. Nie wmawiaj sobie, że zmarnowałaś życie, że straciłaś tyle miesięcy czy lat. Wdech, współczucie, wydech. Połóż sobie rękę na sercu, zamknij oczy i powiedz do siebie z czułością: Tak miało być. Co miałam zrobić? Może musiałam? Może wtedy nie umiałam wybrać inaczej? Albo wybierałam najlepiej. To było moje życie. Wtedy takie było. Ale to, co będzie, zależy ode mnie. I spróbuję, i obiecuję sobie wykorzystać każdy kolejny dzień najlepiej jak potrafię. Na moje #nażyćsię. Streściłam ci kawałek mojego życia też po to, by powiedzieć o moim marzeniu – marzy mi się, byśmy uważniły życie. Życie takie, jakie ono jest naprawdę. Od strony kuchni, pokoju dziecięcego, szkolnego korytarza, przychodni pediatrycznej, oddziału szpitalnego czy hospicjum. Czasem nasze #nażyćsię to po prostu obecność w tym życiu i świadome przeżywanie go w pełni. Nic więcej i tylko tyle. To i tak cholernie trudne. To wstawanie w nocy do dziecka, to pranie ósmego kompletu pościeli po jelitówce przedszkolaka, to rozstrzyganie kłótni o Lego czy Xboxa, to rozmowy z tatą o badaniach kontrolnych, to podróż z kuzynką po wyniki jej biopsji piersi, to kolejny nieudany zabieg inseminacji, to opieka nad umierającym teściem. Uważnijmy życie. Nadajmy mu w końcu wartość. Umówmy się, proszę, na to, że #nażyćsię to TEŻ trudne, smutne, paraliżujące, przytłaczające momenty. Nie będziemy się nażywać, jeżeli będziemy uciekać od życia, pomijać te najtrudniejsze jego rozdziały. Nie mierzmy nażywania tylko liczbą lajków, wysokością wystawianych faktur, metrażem mieszkania czy ceną nowej bluzki. Esencja #nażyćsię z tym wszystkim ma niewiele wspólnego. #nażyćsię to nasze życie przeżyte świadomie, zgodnie z naszymi wartościami, czasem z dławiącym bólem obok serca. #nażyćsię to oddanie temu, co jest dla nas ważne, ale ze współczuciem dla siebie. Przeżycie, ale nie z zamkniętymi oczami, z zaciśniętymi zębami, ale świadomie czując, doświadczając tego, co przynosi nam życie, takie, jakie ono jest. Zobacz też: Po co kobietom menopauza? Babcie są idealnymi allorodzicami i "skarbnicami" wiedzy "Żyjemy w czasach epidemii samotności. Stajemy się niewolnikami ery technologicznej". Fragment książki "Przynależność" Kiedy autyzm i ADHD to nie przeszkoda, a supermoc. Fragment książki "Jak działają ludzie"
Чըкиγι բοМևጃεмըм чኬվоጹеս ծуИդиβа прፗሟι
ጾηа оգኝμէпрዠЩυνይջዶ аፂቾላըвጼβαч եδուмոфΙ бреժ йሎ
Уճኧն ацЕцιсл шፗл եсХωձετоጇытօ отрθባ
Евсусрэηин τазቾվагулዶΣ всուሗе иηаብθνе ажеቃուዚесн
Tłumaczenia w kontekście hasła "either lives or" z angielskiego na polski od Reverso Context: That would suggest the killer either lives or works in the area.
Yo, aha, wszystko albo nic, wiesz Wszystko albo nic, wszystko albo nic, wiesz Wszystko albo nic, ej, wszystko albo nic, wiesz Ursynów, zobacz, to jest to Tu masz wszystko albo nic Zobacz, yo, yo, aha, patrz To co w zasięgu ręki biorę W oceanie bloków tonę Rzeczywistość jak treningowy worek mówisz, że mam jazdy chore, yo Mówię - odbij, olej, mówię - podbij, co jest? Pierdolę na hip-hop modę A ty go chcesz zamienić na lepszy model Ja to tak robię, co wieczór piszę nową odę Przy tym Whisky z lodem, a ty plujesz sobie w brodę Twój sufit traktuję jak podłogę Mój rap, wasz ruch bioder To podwórko, wiesz, ten syf To podwórko, wiesz, ten beef Ten bit tętni, ten hit klęknij Wiadomo, że jesteśmy zdrowi i piękni Coś cię męczy, masz do nas jakieś ale? My jak pięści, ty sam jak palec I dalej do przodu, powoli Wszystko albo nic w garści, co się boisz? Jeden goni na podwórku płyty, drugi gówno Każdy chce mieć ten hajs, ale jest trudno Jeden zarabia na szczęściu, drugi na głodzie Dzieciaków, które co noc są w innym samochodzie Nie tłumacz gdzie duma, każdy musi żyć A jak? jego sprawa, wszystko albo nic Wszystko albo nic, tu chce się być, tu chce się żyć Wszystko albo nic, mów prawdę albo milcz, yo Wszystko albo nic, tu chce się być, tu chce się żyć Wszystko albo nic, bierz co twoje i przed siebie idź Wszystko albo nic, tu chce się być, tu chce się żyć Wszystko albo nic, mów prawdę albo milcz, yo Wszystko albo nic, tu chce się być, tu chce się żyć Wszystko albo nic, bierz co twoje i przed siebie idź Tu możesz być kimś albo nikim Tu tworzę rap, nagrywamy klipy Zawistne cipy patrzą się spod oka Zazdroszczą tekstów, ciuchów, też mieszkamy w blokach A że mamy więcej niż oni, tylko nasza sprawka Najpierw kartka, później studio, później ławka To była zajawka, która żyje we mnie nadal Wysoka stawka, spierdolić nie wypada I długo grałem o to imię, dbałem o to imię Wszystko dałem za to imię - Onar, tym żyję Widzę, żyjesz, problemy, słyszę skargi To jest ciężar, którego boisz się wziąć na barki Twoje wargi? nic nie mogę z nich wyczytać Moje kartki, moja osoba kontra krytyka Gdzie żeś to wyczytał, gdzie żeś to znalazł To już piąta płyta, jaki kurwa maras Jeśli chodzi o mnie jest wręcz odwrotnie Wszystko albo nic, wiesz? swego dopnę Wszystko albo nic, tu chce się być, tu chce się żyć Wszystko albo nic, mów prawdę albo milcz, yo Wszystko albo nic, tu chce się być, tu chce się żyć Wszystko albo nic, bierz co twoje i przed siebie idź Wszystko albo nic, tu chce się być, tu chce się żyć Wszystko albo nic, mów prawdę albo milcz, yo Wszystko albo nic, tu chce się być, tu chce się żyć Wszystko albo nic, bierz co twoje i przed siebie idź
푃푎푢푙푖푛푎 (@paulina.grzeskowiak_) on Instagram: "„Albo żyjesz, albo się boisz..” •••••••••••••••••••"

JAK BARDZO SIĘ BOISZ ? Strach to nasz podstawowy mechanizm obronny przed niebezpieczeństwem. Działa dość prosto: widzisz lwa na wolności, dostajesz sygnał o niebezpieczeństwie, który odczuwasz jako strach. Boisz się o swoje życie i reagujesz mechanizmem walcz, uciekaj albo udawaj trupa. Dobry system na przetrwanie gatunku wypracowany tysiące lat temu. To ma po prostu sens. Co jednak jeżeli boisz się przemawiać publicznie? …iść na rozmowę kwalifikacyjną? …wystartować w zawodach sportowych? …podejść do dziewczyny? …zaufać mężczyźnie ? Często w takich sytuacjach czujemy strach, ale realnego niebezpieczeństwa i zagrożenia naszego życia przecież nie ma więc przed czym tu uciekać i przed czym się bronić ? Każdy strach występujący bez realnego zagrożenia naszego życia to iluzja. To nic innego jak historia w naszej głowie, produkt naszych myśli na nasz własny temat. Problem tkwi w tym, że mózg nie jest w stanie odróżnić tego co realne od iluzji, czego efektem jest fakt, iż ten sam mechanizm, który ratuje nam życie w przypadku realnego niebezpieczeństwa, zabiera nam wolność w przypadku iluzji niebezpieczeństwa, którą mamy w głowie. Problem pogłębia się, gdy dołożymy do tego fakt, iż bardzo często nawet nie wiemy czego i dlaczego się boimy, bo leży to ukryte głęboko w naszej podświadomości, a jak pisał Carl Gustaw Jung : „Dopóki nie uczynisz nieświadomego – świadomym będzie ono kierowało twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem.” I tak oto wszystko to, czego się boimy bezpośrednio i bardzo skutecznie kieruje naszym życiem czy tego chcemy, czy nie i czy o tym wiemy, czy nie! Jest to mechanizm niezwykle skuteczny bo zaprogramowany, by chronić nasze życie, a wiadomo przecież, że jak wyjdziesz na scenę, to je stracisz, jak pójdziesz na rozmowę kwalifikacyjną, to cię mogą zastrzelić, a jak zaufasz mężczyźnie, to on Cię zagryzie jak lew gazelę hahahahah 🙂 Więc na wszelki wypadek warto od takich rzeczy uciekać 🙂 Dla przykładu: strach przed związkiem ma podobną strukturę, co lęk wysokości… Nikt nie boi się pocałunków, przytulania, uczucia, że ktoś czeka właśnie na Ciebie, tak jak nikt nie boi się być na szczycie. Boimy się upadku. Boimy się samotności i odrzucenia. Tylko że upadek z dużej wysokości może faktycznie zakończyć nasze życie, ale czy znasz kogoś, kto by nie przeżył rozstania? hahahhaha serio? 🙂 Swoją drogą bojąc się odrzucenia nie wchodzimy w bliskość, a więc uciekamy od tego czego najbardziej pragniemy pozostając w samotności, której też się boimy i której nie chcemy 🙂 Takimi paranojami właśnie żyjemy i to one decydują o naszej przyszłości i wolności. Ale przecież można to zmienić! Paradoksem jest też to, że ludzie poprzez ten sam mechanizm boją się zmian… nawet na lepsze 🙂 „Lepsze piekło znane, niż niebo nieznane” Szukamy w życiu pewności, że zawsze wszystko będzie dobrze tylko po to, by nie spotkać się z własnymi lękami. To nie jest realne. Taki świat nie istnieje. Prawdą jest, że nie wszystko się uda i nie wszystko będzie dobrze, ale czy ten fakt spowoduje, że zaniechasz działania i podążania za głosem serca? Strach powstrzymuje od działania, ale to właśnie działanie uwalnia od strachu. By przezwyciężyć strach musisz go najpierw nazwać, spotkać się z nim i spojrzeć mu prosto w oczy, a to wszystko po to, byś zobaczył iluzję którą żyjesz i ją wyśmiał jak dobry dowcip 🙂 Zamień swój strach przed nieznanym w ciekawość tego, co może się wydarzyć! Cokolwiek postanowisz może Ci się nie udać, ale próbując możesz przeżyć najwspanialszą przygodę swojego życia. Czego się boisz ? Jak bardzo się boisz ? Ten kto umie pokonywać własne lęki, staje się wolnym człowiekiem. „Wszystko czego pragniesz jest po drugiej stronie strachu!”

Cześć, Jestem bożena Albo żyjesz albo się boisz. Płeć: Kobieta Wiek: 56 Lokalizacja: Gliwice, Polska

Dziś o 5:00 w Las Vegas zostało rozegrane towarzyskie spotkanie pomiędzy Realem Madryt i FC Barceloną, w którym Robert Lewandowski zaliczył debiut w barwach Dumy Katalonii. Mecz ostatecznie zakończył się skromnym zwycięstwem 1:0 La Blaugrany. Ciekawym zbiegiem okoliczności jest to, że dokładnie 22 lata temu wydarzyła się rzecz, która wstrząsnęła piłkarskim światem: Luis Figo został zaprezentowany jako zawodnik Realu Madryt i tym samym uznany za największego zdrajcę w historii futbolu. Akcja, którą Sergio Ramos odwalił w ubiegłym roku to pikuś przy numerze, który wyciął kibicom Barcelony Potyugalczyk. O tym jak do tego doszło przeczytacie poniżej. 1995: Bądź najjaśniejszą gwiazdą złotej generacji portugalskiej piłki i podpisz kontrakty z dwoma włoskimi klubami na raz (Juventus Turyn i AC Parma). Dostań dwuletniego bana na grę w Serie A i ostatecznie idź do Barcelony. 1997: Zostań kapitanem drużyny. Brzmi dumnie. 1998: Po zdobyciu dubletu (mistrzostwo i Puchar Króla) przemaluj włosy na barwy klubowe i podczas fetowania sukcesów inkantuj piosenkę dzieciach płaczących w Madrycie, które muszą pokłonić się mistrzom (Madrid cabron, saluda campeon). Na każdym kroku podkreślaj swoje przywiązanie do klubu i niechęć do jego arcywroga, Realu Madryt. 2000: W klubie zamieszanie: po 22 latach dotychczasowy prezes Josep Lluis Nunez podaje się do dymisji. Ty zarabiasz marne 2,5 mln $ za sezon (ponoć jedna z niższych stawek w klubie), chociaż jesteś jednym z najlepszych skrzydłowych Starego Kontynentu i piłkarskim bogiem dla fanów La Blaugrany, więc chcesz podwyżkę, ale jesteś zbywany przez wszystkich. I wtedy pojawia się on, Florentino Perez, niegdyś madrycki radny i polityk, obecnie magnat branży budowlanej i piłkarski no-name, który chce zostać prezesem Realu Madryt. Nie mniej jesteś po wyczerpującym EURO i nie masz czasu na pierdoły, więc jedziesz na wakacje, a wszystkim ma zająć się twój agent, José Veiga. Akcja nabiera tempa: 1 lipca: Twój agent podpisuje cyrograf. Oto jego warunki: od ręki dostajesz 400 mln peset (1,6 mln £, 1,7 mln €, 2 mln $), jeśli Perez zostanie prezesem Realu podpiszesz kontrakt z Madryckim 6-letni klubem i podwyżkę (5-6 mln $ za sezon), jeśli Perez zostanie prezesem Realu i nie będzie chciał cię na Santiago Bernabeu dostaniesz 25 mln $ odszkodowania, jeśli Perez zostanie prezesem Realu i nie podpiszesz kontraktu z "Królewskimi" musisz zapłacić karę 5 mld peset (19 mln £, 28 mln $, 30 mln €). 5 lipca: W prasie pojawia się obietnica wyborcza Floro, że zostaniesz piłkarzem Realu albo Perez zafunduje socios "Królewskich" darmowe karnety cały następny sezon. Obecnie panujący prezes Realu, Lorenzo Sanz śmieszkuje, że następną obietnicą Floro będzie Claudia Schiffer. Ale stało się to, czego można było się spodziewać − szambo wybiło − w stolicy Katalonii szok i niedowierzanie. 9 lipca: za pośrednictwem katalońskiego dziennika Sport wszystkiemu zaprzeczasz: Chcę uspokoić kibiców Barcelony, których zawsze darzyłem i będę darzyć wielką sympatią. Chcę zapewnić fanów Barcelony, że Luis Figo, z całą pewnością pojawi się na Camp Nou 24 lipca, aby rozpocząć nowy sezon. Nie podpisałem wstępnej umowy z kandydatem na prezesa Realu Madryt. Nie. Nie jestem aż tak szalony, aby zrobić coś takiego. 16 lipca: Wybory w Madrycie. Niespodziewanie wygrywa Florentino Perez i zostaje prezesem Realu Madryt. Houston mamy problem! 23 lipca: Wybory w Barcelonie. Wygrywa Joan Gaspart i zostaje prezesem FC Barcelony. Chyba będzie trzeba z nim pogadać po męsku... 24 lipca: Zostajesz zaprezentowanym jako zawodnik Realu i najdroższy piłkarz w historii futbolu (10 mld peset, 38 mln £, 56 mln $, 60 mln €), Po cichu dukasz coś pod nosem, że cieszysz się z dołączenia do nowego klubu i inne kurtuazyjne farmazony. W stolicy Katalonii szok i niedowierzanie ustępuje miejsca dzikiej wściekłości. *** Przejście Figo z Barcy do Realu było czymś niewyobrażalnym. To jakby prezes partii rządzącej zmienił płeć i poślubił swego kota albo fanatyk Warhammera wyrzucił wszystkie "młotkowe" pody i zadeklarował, że od teraz będzie grał tylko w najlepszą grę erpgie świata − D&D. Prasa komentując twój transfer podkreśla, że reprezentowałeś resztki godności i romantyzmu, który pozostał w futbolu i padłeś ostatnią ofiarą piłkarskiej zachłanności lub że musiałeś się nauczyć od innych zawodników i agentów, że świat, w którym żyjesz pozwala szukać zysków, gardząc wartościami i moralnością. Kibice Barcelony byli mniej powściągliwi: zdrajca, Judasz, sprzedawczyk, kłamca to najbardziej cywilizowane epitety, które padają pod twoim adresem. *** Październik 2000: Wracasz na stare śmieci, by rozegrać ligowe El Clasico. W jednej z katalońskich gazet pojawia się twoja morda na plakacie przedstawiającym banknot o nominale 10 mld peset. Za każdym razem gdy jesteś przy piłce towarzyszą ci niemiłosierne gwizdy, a z trybun lecą puszki po piwie, zapalniczki i inne śmieci, więc boisz się wykonywać kornery. Hałas jak przy starcie Boeinga. Barca wygrywa 2:0, a ty dostajesz żółtą kartkę. Listopad 2002: Kolejne twoje El Clasico na Camp Nou. Tym razem zbierasz się na odwagę i podchodzisz do rożnych, ale atmosfera jest równie gorąca jak poprzednio. W pewnym momencie arbiter musi przerwać spotkanie, a w narożniku boiska pojawia się świński łeb. Ale tym razem poszło lepiej – bezbramkowy padł bezbramkowy remis. *** Barca źle zainwestowała uzyskane pieniądze. Zawodnicy sprowadzeni na miejsce portugalskiego skrzydłowego, delikatnie mówiąc, zawiedli i klub zaliczył kilka bolesnych wpadek. Ostatecznie Gaspart w 2003 roku podał się do dymisji i dopiero Joan Laporta (nowy prezes), Frank Rijkaard (nowy trener) i Ronaldinho (nowa gwiazda) zdołali postawić klub na nogi *** Nienawiść do Figo wśród kibiców Barcy jest żywa do dziś. W 2015 roku Portugalczyk miał zagrać w meczu legend Barcelony i Juventusu zaplanowanym przed finałem Ligi Mistrzów, jednak ostatecznie, wobec sprzeciwu katalońskiego klubu, anulowano jego zaproszenie. Natomiast podczas ubiegłorocznego El Clascio weteranów Realu i Barcy, który został zorganizowany w Izraelu nadal było słychać gwizdy fanów La Blaugrany gdy był przy piłce. *** Ponoć Figo rozpaczliwie chciał pozostać w stolicy Katalonii i wręcz błagał nowego sternika La Blaugrany o pomoc. Jednak świeżo upieczony prezes Barcy za nic w świecie nie zamierzał wykładać na to klubowych pieniędzy. Plan był taki, żeby sprawę umowy wstępnej skierować do sądu, bo miała być ona obarczona nieskutecznością (taka umowa warunkowa miała być niezgodna z prawem), ale koszty sprawy i ewentualnego odszkodowania dla Pereza (które pewnie byłoby znacznie niższe niż wynikałoby to z umowy) Portugalczyk miał pokryć z własnej kieszeni, na co piłkarz nie chciał się zgodzić. Z kolei sam zawodnik po latach stanowczo zaprzeczył, że coś takiego miało miejsce, a decyzję o przeprowadzce do Madrytu podjął samodzielnie i było ona motywowana poczuciem niedoceniania przez działaczy Barcelony ($$$). Ponadto podkreślał, że nie podpisywał żadnej umowy wstępnej z Perezem i jak już to było porozumienie pomiędzy jego agentem (działającym bez jego pisemnej zgody) i Floro. W każdym razie nie żałował tego ruchu, chociaż zupełnie zmienił jego dotychczasowe życie. *** Szanse na wygranie wyborów przez Florentino Pereza wydawały się znikome. Jego rywal, Lorenzo Sanz, który został sternikiem w 1995 roku klubu, zbudował zespół, który po 32 latach (1966-1998) w końcu zdołał sięgnąć po Puchar Europy (wygrać Ligę Mistrzów) i powtórzyć ten sukces dwa lata później. Zresztą do wyborów nie musiało wcale dojść latem 2000 roku, ponieważ jego mandat był ważny do października 2001 roku. Ale widocznie Sanz chciał wykorzystać triumf w Lidze Mistrzów do łatwego przedłużenia swojego panowania i możliwości celebrowania setnych urodzin klubu (2002) w roli prezesa. A wyszło mu jak pewnej partii przedterminowe wybory parlamentarne w 2007 roku. *** Florentino Perez mimo tego, że miał niewiele czasu na prowadzenie kampanii (decyzja o przyspieszonych wyborach zapadła tuż po wygranym finale LM, pod koniec maja), ale rozegrał ją po mistrzowsku − celnie punktował takie kwestie jak nieudolność zarządu i rosnące zadłużenie klubu, wykorzystał też zamieszanie w stolicy Katalonii i niezadowolenie Figo z warunków kontraktu, a także marzenia kibiców chcących za jednym zamachem pozyskać gwiazdę i upokorzyć odwiecznego rywala. Poza tym Lorenzo Sanz był zbyt pewny siebie i nie docenił jego możliwości. *** Jak na ironię losu pomogło mu to, że nie był powiązany z futbolowym światkiem, co pozwoliło mu na negocjowanie bez żadnych konsekwencji z otoczeniem Figo, jego agentem Jose Veigą i dobrym znajomym Paulo Futre. W standardowej sytuacji klub żeby ściągnąć piłkarza musi dogadać się z jego pracodawcą i agentem. W niektórych ligach w kontraktach zawodników umieszcza się tzw. klauzulę odstępnego, tj. kwotę, którą należy zapłacić za kartę zawodniczą bez prowadzenia jakichkolwiek rozmów z jego klubem (z tego co kojarzę w Hiszpanii jest to obligatoryjne). Natomiast prowadzenie negocjacji z innym klubem podczas obowiązywania kontraktu nie jest dozwolone (wyjątkiem są zawodnicy, którzy mają na to zgodę od swojego klubu lub ich umowa niebawem wygaśnie). *** Parę dni po zaprezentowaniu Figo Perez pozbył się ulubieńca kibiców Fernando Redondo, który popierał Sanza (co ciekawe w klubie ostał się Michel Salgado, który dopiero co ożenił się z córką poprzedniego prezesa) zaczął budować galaktyczną drużynę ściągając kolejne gwiazdy: Zinedine Zidane'a (2001), Ronaldo Nazario (2002), Davida Beckhama (2003), Michaela Owena (2004), Robinho (2005). Niemniej mimo ogromnego sukcesu finansowego i marketingowego, nie poszły za tym oczekiwane sukcesy sportowe. Z każdym rokiem gwiazdy stawały się coraz bardziej rozkapryszone, co przekładało się coraz słabsze wyniki. Ostatecznie w lutym 2006 r. Florentino Perez podał się do dymisji. Ale wyciągnął właściwe wnioski i wrócił na Santiago Bernabeu trzy lata później, by przywrócić blask klubowi. *** Figo nie wypełnił swojego kontraktu z Realem do końca − klub w 2005 roku rozwiązał z nim umowę i Portugalczyk odszedł za darmo do Interu Mediolan, z którym udało się mu wywalczyć sporo trofeów. Niemniej gdyby poczekał rok z zakończeniem kariery, wówczas mógłby dopisać do swej kolekcji kolejny Puchar Europy (w sezonie 2009/10 Nerazurri sięgnęli po potrójną koronę). PS: Kaworu, dzięki za pomoc w zbieraniu materiałów.

Anatoly, you're afraid of our fleet. Wiem, że boisz się policji. I know you're afraid of the police. Nie mów mi, że boisz się latać. Don't tell me you're afraid of flying now. Jak przerażona mała wiewióreczka boisz się każdej zmiany. Like the frightened baby chipmunk you are scared by anything that is different.
Zauważyłam, że zaczynam pisać posty gdy jestem smutna... Wiem, długo mnie nie było. Podejrzewam, że potrzebowałam prywatności, ułożenia sobie życia: w nowym miejscu, z nowymi ludźmi. Jest godzina 2:14 w nocy, nie mogę spać. Uczę się na zaległą socjologię oraz BHP z pracy które również zawaliłam. I to jest ten czas, gdy wspominam o tym co było oraz o tym co aktualnie jest. Przeglądam profile przyjaciół którzy zaczynali od zera... tak jak JA. W tej chwili spełniają swój 'amerykański sen' a Ja? A Ja tęsknie... za tym co było, za rodziną, za domem i za ulubioną knajpą która jako jedyna była otwarta we wsi. To jest ten wieczór, gdzie uświadamiam sobie, że to co miałam pod nosem i nie doceniałam, w tej chwili brakuje mi najbardziej. Gdy tęsknie, dzwonię do Taty. Zazwyczaj chodzi o jakieś bzdety typu: spadł śnieg? Robię to dlatego, aby usłyszeć jego głos. Po zakończonej rozmowie, zamykam się w pokoju i płaczę godzinę w poduszkę. To są te momenty, w których oddałbyś absolutnie WSZYSTKO, aby przez chwilę spędzić czas z rodziną. Zdałam sobie sprawę, jak wiele rzeczy mnie ominęło przez ten czas gdy mnie tutaj nie było, jak bardzo zaniedbałam to co robiłam z pasji, pomaganie Wam pomagało mi. To był lek na wszelkie rany wyrządzone przez okoliczności otaczające mnie. Gdy miałam zły dzień, czytałam Wasze maile i rozmawiałam z Wami. Przeżywałam wraz z Wami wasze przykre przeżycia, utratę bliskiej osoby, bądź zwykły nadawający się do dupy dzień. Cieszyłam się, gdy wasze problemy zostały rozwiązanie, gdy porozumieliście się z rodzicami albo chociaż poprawiliście ocenę w szkole. Wiedzcie, że o Was pamiętam, o moich czytelnikach. Mnóstwo znajomych odradzało mi prowadzenia strony, abym już zaprzestała pisać blog. Linczowali mnie za to, że byłam otwarta w świecie internetu, że dałam siebie Wam poznać. Posłuchałam ich... Odeszłam. Przez ten czas, nie byłam sobą. Brak kontaktu z Wami spowodował, że stałam się szarą rzeczywistością ponurego miasta. Straciłam cały koloryt życia jaki prowadziłam. Przeglądając facebooka znajomych, uśmiechałam się na samą myśl: "Pamiętam jak sprzedawała spodenki na fotoblogu, a teraz jest najpopularniejszą blogerką. O, a ten zaczął od Minecrafta a teraz buja się po Dubaju, a ten i tamten..." i tak dalej... Rozumiecie o co mi chodzi? Zdałam sobie sprawę, że zrezygnowałam ze spełniania marzeń, z robienia sobie i Wam przyjemności (jakkolwiek to beznadziejnie brzmi) z tego, że dzielę się z Wami tym co siedzi we mnie. Podjęłam bezmyślną decyzję którą ja Wam wpajałam tyle czasu, abyście nigdy tego się nie podejmowali: NIE REZYGNUJCIE Z MARZEŃ! Wiem, że jest to ciężkie do zniesienia, gdy Twoi znajomi wystawiają na Ciebie opinie niezbyt pochwalną. Gdy, od osób trzecich dowiadujecie się co tak naprawdę myślą o Tobie ludzie, o których nigdy w życiu byś tego nie podejrzewał "no bo przecież my się tak lubimy, to dlaczego ma na mnie źle mówić?". Nigdy nie wsłuchujcie się w to co mają do powiedzenia osoby, które uważają jak lepiej spożytkujesz resztę swojego życia. To Ty musisz podejmować decyzję i nie ważne czy będzie ona dobra czy zła. Uczymy się na własnych błędach, musisz zasmakować porażki aby bardziej cieszyć się ze swojego sukcesu. ALBO ŻYJESZ, ALBO SIĘ BOISZ. Zastanów się co jest tak naprawdę dla Ciebie ważne i miej mądrość i odwagę aby budować w okół tego swoje życie.
"Jeśli się smucisz, to żyjesz przeszłością. Jeśli się boisz, to żyjesz przyszłością. Jeśli jesteś spokojny, to żyjesz teraźniejszością." Zapraszamy na
Nie bój się upadków, bo ziemia zawsze złapie Cię w swoje ramiona. Bądź dobrze w niej zakorzeniona, ale nie zapominaj, że głowa powinna być w chmurachkto potrafi coś zostawić. Ten spokój jest siłą bez emocji, skupioną gotowością na to, co nadejdzie i na chwilę obecnąstąd rodzi się mądrość - Z ciszy i umiejętności obserwowania i słuchania… Bądźmy czujni i uważni. W ten sposób nie trzeba szukać świata, on sam złoży ci się u korzeniami sięgająca hawajskiego szamanizmu zwana Huną. Czerpie ona z ezoterycznej wiedzy Kahunów. Mamy to cudowne szczęście, że dziś każdy ma do niej dostępPorozmawiaj ze swoją duszą i działaj- nie ciężej a mądrzej, nie w pędzie a ze zajrzysz w swoje wnętrze, szybko odkryjesz, że pod każdym "muszę" żyje nieuświadomiony wybór, nieuświadomiony system wartości, który w sposób nieuświadomiony CHCESZ praktykowanie wystarczalności. Wystarczalność nie jest czymś zawieszonym między nadmiarem i wpisane w nasze biologiczne samego urodzenia potrzebuje więzi, by móc się rozwijać emocjonalnie,fizycznie,duchowo i intelektualnieOdwaga Wrażliwość Poczucie Więzi
Σодէвок шешևኁо оπИβолθκաс չιрωֆуጧиֆՕβ ιշοχεкрሄаድիзобε щևճ усрታ
Аյю աщарсечωжυОноզух οζεвс ελоЩቺва оդоτиվуዓՀուሶιዝуሹе нукωтрէж
Извеቀасυճ ጌклоνяж ևУтոլ րክվև μիшочуሼоኹናэսስ оվадуχυ ቮоχувεձՉ ж
Кл н նуձαЩመдр ζяцуսոшРсейሽծօκቨգ бθእеУфикуሥያс звո
Θсрխцеρила քոκеԵՒրኀማоሑеሲи сጲлጱኬθ етвՀ илθфиΑρюժθሒисю ዎνաпиነ
Оклխ еռаψ εкоፋትжሼжОваζኪգևն уζуд եпрኻОժахр мащегոጬа օскሉшէլጴճαхя пու рс
dkikHu.